Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczęście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczęście. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 listopada 2014

Czasami musisz przejść przez piekło, aby znaleźć swoje niebo.

Ostatnie tygodnie były intensywne, działo się dużo, szybko i stwierdzam, że doba ma o wiele za mało godzin.
Zaniedbałam bloga. Nie pisałam tu od dawna, co mam wrażenie trochę odbiło się na moim samopoczuciu. Pisanie tu naprawde bardzo mi pomaga.

Ale ostatnio jest dobrze, powiedziałabym nawet, że bardzo dobrze. Minęło już naprawdę sporo czasu odkąd złe rzeczy w moim życiu się działy ale dopiero teraz mogę szczerze z ręką na sercu powiedzieć że odpuszczam. Odpuszczam raz i na zawsze i łapię siebie na tym że uśmiecham się jadąc autobusem i to jest cudowne.

Z Panem Zajętym nie wyszło, co można było przewidzieć. Jestem realistką, nie spodziewałam się niczego, jesteśmy w friendzone i to mnie cieszy chyba nawet bardziej.

Nowy rok akademicki, nowy kierunek, nowi ludzie i nowe wspomnienia. Wiem, że teraz wszystko wyjdzie lepiej. Trzymajcie kciuki ;)


czwartek, 24 października 2013

Jak jest i co sobie wyobraża mój pokręcony mózg.

Jak jest? Cóż... dwa dni pod rząd byłam u Pana Wysokiego i oglądaliśmy film. Było świetnie, a mi coraz lepiej wychodzi całowanie(tak sądzę). I jest naprawdę dobrze, bo mimo, że nie mówię zbyt wiele(choć powoli robi się lepiej), to nie stresuję się tym. Żadnej spiny, po prostu siedzimy przytuleni i jest miło.

Jednak jak miło by nie było, mój mózg musi przygnębić. Bo jednak mam obawy. Że jednak będzie miał dosyć mojego niezręcznego towarzystwa i następnego dnia czar pryśnie. Wracam do domu i czuję się niepewnie. Znajomość trwa ponad trzy tygodnie, od dwóch można by powiedzieć że się spotykamy. I nie wiem do końca co to jest i do czego to zmierza.
Zawsze miałam trochę obawy, że ludzie mnie nie akceptują, a po wydarzeniach z lipca tego roku to się chyba zwiększyło i stąd te moje myśli. Boję się odrzucenia bo zaczynam się do niego przywiązywać.

Jest jeszcze kwestia tego, że on chyba nie wie, że mam tiki. Co prawda jak kiedyś wspominałam obecnie mam takie, których od razu się nie zauważa bo to wygląda jakbym po prostu prostowała rękę, albo ruszała głową jak gdyby kark mi trochę zesztywniał. Chociaż zaczynam zauważać kątem oka jak patrzy, bo po pewnym czasie to zaczyna być trochę dziwne. Ale póki co nic nie mówi. A ja też nie zacznę tematu tak od czapy.


Czy powinnam tyle o tym rozmyślać? Czy potrzebuję definicji tego co się dzieje, czy to jest istotne? Jeśli jest dobrze to może lepiej poddać się temu i nie zastanawiać. Co będzie to będzie i nic się z tym przecież nie zrobi.
Bo może:

czwartek, 8 sierpnia 2013

Don't worry, don't cry, drink vodka & fly

Czy mieliście lub macie myśli "kiedy moje życie się odmieni?", "kiedy wreszcie nastąpi jakiś przełom?", "czy ni mogę chociaż raz być szczęśliwy", "kiedy będzie moja kolej?"

Bo jeśli tak to proszę was przestańcie bo tak się nie stanie. Nie kiedy desperacko tego pragniecie. Wiem to z autopsji. Im bardziej pragnę być szczęśliwa tym większa depresja mnie dopada, dlatego najlepsze co można zrobić to mieć wyjebane. Zająć się sobą, swoimi sprawami i przypadkowo spotka was coś dobrego.

"Kiedy przestaje ci zależeć dostajesz wszystko"
Oczywiście nie mówię, żeby leżeć w łóżku i czekać na księcia z bajki bo to się oczywiście nie stanie, ale chodzi mi żeby nie wyczekiwać, nie mieć oczekiwań , które i tak się nie spełnią. Bo po co? Żeby się rozczarować? Zdołować jeszcze bardziej?
Tyle ludzi mówi życie jest beznadziejne, nikt mnie nie lubi, umrę samotnie. Wiem bo sama niedawno byłam w tym miejscu. Ale kurcze dajmy sobie spokój nie można przewidzieć co wydarzy się jutro a co dopiero jak skończy się nasze życie kiedy mamy tylko 19 lat( tak mam konkretne osoby na myśli i nie one nigdy tego nie przeczytają :) )

Także powinno się żyć z dnia na dzień, ciesząc się chwilą i ludźmi którzy wprawiają nas w dobry nastrój. Bo jak już nie raz mówiłam kiedyś będzie lepiej


P.S. Dobra impreza też nie jest zła.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Let's get older

Post wyjątkowy, dziś największe święto w roku. Co prawda jedynie dla mnie ale przecież to o mnie dzisiaj chodzi.
Czuje się staro, jednocześnie zdając sobie sprawę z tego jak młoda jestem i jak wiele przede mną.

Ale moje życie zmierza w dobrym kierunku.

 Nie jestem już tą smutną dziewczyną którą byłam jeszcze rok temu. Mam przyjaciół i znajomych których uwielbiam.  Mam chłopaka przy którym czuję się niemalże całkiem szczęśliwa.
No i muszę chyba zmienić trochę tekst po prawej w "A kim właściwie jestem?". Ludzie całowałam się!!!! Zajebiste uczucie, polecam wszystkim ;p

A tak na serio to teraz wiem, że złe chwile trzeba przeczekać, nieważne ile one trwają. I że na każdego przyjdzie czas. Każdy będzie miał szansę na szczęście.



Spokojnie, blog nie stanie się teraz różowo czerwony i nie będzie misiów i serduszek. Wciąż jestem tą samą dziewczyną którą byłam. Nadal mam problemy z psychiką z którymi walczę. I wiem że jest dobrze i że będzie jeszcze lepiej.

PAMIĘTAJ CHOĆBY NIE WIEM JAK BYŁO ŹLE, BĘDZIE LEPIEJ. ŻYCIE JEST PIĘKNE!!!

poniedziałek, 24 czerwca 2013

o 180º w 48 godzin

Zacznę nietypowo a mianowicie od tego, że jak wypiję to się przytulam do ludzi.
Jeszcze należałoby wspomnieć, że na szkoleniu do pracy poznałam fajnego faceta i przyjaciółka niby mówiła, że się mną interesuje no ale ja jak to ja mam niską samoocenę i nie wierzyłam. No ale dobra, gadaliśmy na przerwach i w sumie było fajnie.

Tyle na wstęp przejdźmy do konkretów. W sobotę byłam na imprezie u chłopaka przyjaciółki. A tam był osobnik opisany w tym poście i chyba o tym nie wspominałam rok temu był moim zauroczeniem. Na początku była sytuacja zupełnie jak w tamtym poście ale jak wypiliśmy( a właściwie jak ja po wypiciu odważyłam się zacząć temat) to sobie wszystko wyjaśniliśmy. W międzyczasie alkohol przemówił i przyznałam się na głos, że uważam, że koleś ze szkolenia jest fajny. A potem zaczęłam się przytulać do zeszłorocznego zauroczenia. I to nie było tak, że nie wiadomo jak się spiłam, byłam absolutnie świadoma wszystkiego, wiedziałam co robię, mówię i byłam zadowolona. Po prostu nie miałam taki hamulców jak na trzeźwo, a że jestem trochę a-społeczna to te hamulce są duże. A przytulając się do niego czułam się tak zajebiście i pomyślałam sobie tak mogłoby być już zawsze. I jak teraz sobie to przypominam ogarnia mnie mega zadowolenie.

Co było rano? Cóż.. po pierwsze zauroczenie sprzed roku wróciło, no i nadal sądziłam, że koleś ze szkolenia jest fajny.
Miałam dylemat. Przyjaciółka radziła darować sobie to zauroczenie. I mój rozsądek też tak radził. I tak zrobiłam po rozmowie z tym chłopakiem. Dzisiaj spędziliśmy pół dnia razem(no dobra z czego pół tylko we dwójkę) i było zajebiście. No przyznaje dzisiaj też wypiłam i byłam bardziej otwarta ale może to i lepiej bo nie ma takiego hamowania się i niepewności 'czy ja dobrze robię?' , 'jak zareaguje' itp. Przytulaliśmy się i to bardziej niż z tamtym w sobotę. Przy nim byłam o krok od szczęścia serio, i zapomniałam o problemach, a moje tiki... cóż nie czułam, że je mam. Chyba trochę były zmniejszone.  Może tan blog nie będzie już aż taki smutny...

Tak więc podsumowując. chyba nie warto żyć przeszłością bo nie oszukujmy się jak wtedy nic nie wynikło to teraz tym bardziej nic nie będzie.
Trzeba patrzeć przed siebie. Hmmm tylko szkoda, że odważna to ja jestem dopiero po piwie :/




poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Wczo­raj już nie wróci, dzi­siaj sie nie powtórzy, a jut­ro się zobaczy.

Ostatnio dużo myślę o tym jak wygląda moje życie a jak kiedyś chciałam, żeby wyglądało.
Mimo, że nie zawsze jest różowo to jednak cieszę się, że moje dziecięce marzenia się nie spełniły.

Bo kiedyś było gorzej. Kiedyś rówieśnicy naśmiewali się z moich tików.
Dawniej marzyłam o tym, żeby być jak inni, być normalną. Dzisiaj wiem, że „normalny” to pojęcie względne. Nikt nie jest normalny bo każdy jest inny.

Kiedyś najbardziej na świecie chciałam pozbyć się tików. Będąc kiedyś u neurologa pamiętam, że matka zapytała się czy to minie a on, że z wiekiem to może przejść. I oto jesteśmy 10 lat później. Nie wierze już w to. Wierzyłam, chciałam, prosiłam. Pozostało mi już tylko pogodzić się z tym i żyć najszczęśliwiej jak będę potrafiła.

Pamiętam jak bardzo chciałam akceptacji i być lubianą. Pragnęłam popularności, cóż człowiek przecież zawsze chce tego czego mieć nie może prawda?
Teraz wiem jednak, że nie liczy się ilość ale jakoś. Wolę mieć niewielu przyjaciół ale bliskich, takich na których mogę polegać. I choć mogę policzyć bliskie mi osoby na palcach jednej ręki to i tak lepszy wynik niż ten z dzieciństwa. Są to osoby z którymi nie chcę stracić kontaktu i których obecność, rozmowa wprawia mnie w dobry nastrój.


Tak więc jeśli pragniecie popularności czy akceptacji ludzi, którzy was olewają to powiem wam NIE WARTO. Ja nauczyłam się nie przejmować, szkoda że tak późno ale lepiej niż wcale. Lepiej znaleźć osobę która was lubi pomimo waszych wad. I właśnie znalezienia takiej osoby was serdecznie z całego serca życzę!!!



Cieszę się że jest jak jest ponieważ moja przeszłość ukształtowała to kim jestem
Kiedyś było kiepsko ale się polepsza.
Teraz dążę do szczęścia i głęboko wierze że mi się uda. A tutaj obrazek that MADE MY DAY!!!


czwartek, 25 kwietnia 2013

Matura - niekoniecznie bzdura ale nie dajmy sie zwariowac

dzisiaj pozytywnie!

Zdamy. Kiedyś zdamy na pewno. Jak nie w tym roku to w przyszłym a nawet mamy ich 5.


Ostatni dzień szkoły zaliczam do tych mega pozytywnych, spędzony z tymi osobami które lubię a wręcz uwielbiam po dzisiejszym dniu. Zauważyłam, że ludzie dziwnie się patrzą, na kogoś kto idzie z bananem na twarzy. A co tam olać ich!!

Jutro odbieram świadectwo. Ostatnie w swoim życiu. Coś się kończy, coś się zaczyna a wspomnienia pozostaną. I nawet jeśli kontakty się urwą, nie żałuję niczego. Nawet jeśli nie wszystkich lubiłam i nie ze wszystkimi potrafiłam się dogadać to była to najlepsza klasa jaką miałam. Ostatnie 3 lata będę zawsze wspominać dobrze.

Z każdym dniem coraz mniej się boję o to co będzie niedługo. Zaczynam nawet sądzić, że... będę umiała dogadać się z ludźmi. Szok co nie? Ja takie coś mówię, aż niemożliwe.

Jeśli czytają to maturzyści tegoroczni lub przyszło- Będzie dobrze, najważniejsze jest pozytywne nastawienie. Nie panikujcie nad matmą czy innymi przedmiotami, odetchnijcie. Inni mogą mówić co sobie chcą ale matura na pewno nie jest odzwierciedleniem wiedzy. Także spokojnie, będzie dobrze =D ZDAMY!!!

Dziś notka wyjątkowa bo bardzo radosna.... poczekajcie trochę na pewno za parę dni złapię doła. Dowiecie się o tym ;)




wtorek, 23 kwietnia 2013

Don't let the world bring you down

Ostatnio jest ze mną dużo lepiej. Jeszcze nie jest tak dobrze jak bym chciała ale jest lepiej.

Przede wszystkim już całkowicie przestałam hamować tiki i czuje się z tym dobrze. Wcześniej było tak, że przy ludziach to powstrzymywałam a po powrocie do domu nie mogłam wręcz normalnie iść.

”I'de like to toast to all those angels that were always hangin' 'round”
Nie mam już poczucia, że cały świat mnie nie lubi. Moja samoocena odrobinę wzrosła. Dostrzegam to, że ludzie chcą spędzać ze mną czas i ogromnie cieszę się z tego. Moje anioły czuwają nade mną i jestem im wdzięczna.

Czasami nadal smucę się tą samą głupotą co zawsze-brakiem chłopaka. Ale już mniej bo jednak zaczynam zdawać sobie sprawę z tego, że mogę się wyszaleć robić co chce kiedy i z kim. Nikt mnie nie ogranicza. Jedynie kiedy daje się to odczuć, kiedy dookoła widzę ściskających się ludzi, kiedy koleżanki gadają o swoich chłopakach, czuję tą samotność... ale przyjdzie i na mnie czas.


Idę ulicą z uśmiechem na twarzy. Moja samoocena nadal jest dosyć niska i momentami do mojej głowy wkradają się smutne myśli ale staram się je przegonić. Nie zwracam uwagi na krzywe spojrzenia, nie wstydzę się tików. Mniej boję się tego co będzie w przyszłości i wiem że kiedyś będzie jeszcze lepiej.

Nie poddawajcie się, pracujcie nad sobą i nie przejmujcie się porażkami a tym bardziej tym co ludzie mówią. Nie pozwólcie żeby świat was zdołował :)

niedziela, 3 lutego 2013

Coś się zmieniło...

Ten weekend był bardzo udany, inspirujący i motywujący. Wszystko za sprawą projektu "Mam tourette'a i mi z tym dobrze" umieszczane go na yt który możecie znaleźć tutaj.
Bartek Wojtkowski, autor projektu przeprowadza wywiady z gwiazdami muzyki polskiej. Nie są to jednak zwykłe wywiady, bowiem zadaje im pytania na temat jego choroby- zespołu Tourette'a.

Po obejrzeniu wszystkich filmików zaczęłam inaczej patrzeć na swoje życie. Zawsze w obecności innych starałam się trochę tłumić tiki by tego nie zauważyli. Co jest chyba głownie efektem zachowań mojej matki, która zazwyczaj ze mną o tym nie rozmawiała, a kiedy byłyśmy np. u lekarza(a raz u szkolnej piguły) to podczas rozmowy o moich tikach musiałam wyjść na korytarz, bo przy mnie nie można było o tym rozmawiać. Może chodziło o to, żebym się nie denerwowała i żeby tiki się przez to nie zwiększyły, ale przez to ciężko mi o tym rozmawiać. Bez łez jest to niewykonalne. Mam jej to za złe, bo ukrywałam to przed ludźmi, wstydziłam się tego.

Jednak tych kilkanaście filmików otworzyło mi oczy. Ludzie po prostu są niewyedukowani na ten temat i nie akceptują tych, którzy są w jakiś sposób inni. Na pytania dlaczego się tak dziwnie ruszam odpowiadałam, że tak po prostu mam, nie mówiłam że mam tiki. Nie wypowiadałam tego słowa. Ale ponieważ jak wspomniałam obawiałam się reakcji i wstydziłam tego że mam tiki, przez ostatnie parę lat próbowałam je tłumić przy obecności wielu ludzi(czyt. głównie w szkole). Dziś wiem że to było bezsensowne. Będę starać się tego nie robić. Najwyżej ktoś o to zapyta-co z tego? Będę z tym żyć do końca więc nie mogę tego wiecznie ukrywać. Czas na zmiany :)

Dam znać jak mi pójdzie :)



środa, 30 stycznia 2013

Być szczęśliwym z samym sobą.

Człowiek który nie jest szczęśliwy z samym sobą, nie będzie w stanie dzielić sie tym szczęściem z inną osobą.

 

Czy to może być powodem mojej samotności? Hmm chyba tak.
Bo prawda jest taka że nie jestem szczęśliwa ze sobą. Bo znowu dostałam obsesję, od której na pewien czas się uwolniłam. Ale jak miała nie powrócić skoro tiki się nasiliły?
Ostatnio nie powstrzymuje mnie nawet obecność innych ludzi. coś się ze mną dzieje tylko nie wiem co. Jest gorzej i nie mam pojęcia co z tym zrobić
Czasami nie chce się powstrzymywać. Czasami chce żeby zauważyli. Ale w sumie nie wiem po co. Dobrze wiem że na jakąkolwiek reakcję reaguje fochem łzami. Próbuje siebie zrozumieć ale to za trudne.
I milczenie.... moje milczenie. Ostatnio zauważyłam że mniej się odzywam, jestem smutna. Nie wiem czemu. I najgorsze jest to że nikt inny tego nie widzi. Albo po prostu nikt nic nie mówi, bo przecież tak jest łatwiej czyż nie? Przejść obok, czasem odwracając wzrok. Radź sobie sam ze swoimi wadami, problemami, kompleksami. Co do kompleksów to na pewnej imprezie każdy miał powiedzieć swój największy kompleks. Próbowałam się wymigać ale się nie dało więc skłamałam. Powiedziałam że jestem nieśmiała. I to jest mój kompleks tyle że nie największy. Największym moim kompleksem jest posiadanie tików, i wiem że z tym kompleksem umrę.

A więc czy skoro nie jestem szczęśliwa ze sobą to nigdy nie będę z nikim szczęśliwa? Nikt wyjątkowy się nie pojawi w moim życiu? wiem że całe życie przede mną(tak wiem powtarzam się) ale te myśli nie chcą odejść i dołują mnie...