Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 sierpnia 2014

W życiu pewne jest tylko to, że umrzemy...

Skoro nasze życie jest tylko zlepkiem chwil, momentów, mniej lub bardziej ważnych, to dlaczego ktokolwiek miałby przejmować się czymkolwiek?
Dlaczego jesteśmy tak żądni władzy i pieniędzy skoro to i tak przeminie zanim zdążymy się obrócić? Wszędzie dookoła tylko reklamy, banki, apteki. Wciąż chcemy więcej i więcej, żyjemy w materialistycznym świecie zapominając, że tak naprawdę to nie ma znaczenia, a potem umieramy w samotności na zawał z tego pośpiechu.

Nie ma co się zastanawiać, trzeba działać, robić to czego się pragnie, bo w możemy żałować tylko tego czego w życiu nie zrobiliśmy. Rób to co chcesz, a nie to co muszisz.


Why is everybody so serious?
Acting so damn mysterious
Got your shades on your eyes and your heels so high
That you can't even have a good time

piątek, 1 sierpnia 2014

Gdy przechodzisz lubie patrzeć przez Ciebie jakbyś był powietrzem.

 Odzyskać siły i zrobić to co powinnam już dawno.
Chce im wszystkim udowodnić, że się mylili, pokazać co stracili. Że jestem lepsza niż uważali, lepsza od nich. Bo taka jest prawda, tylko że pozwoliłam wmówić sobie, że jest inaczej.
Oni są fałszywi, potrafią tylko kłamać

 Jeśli chce być ponad nimi muszę przestać trzymać się dna, podskoczyć tak wysoko jak nigdy wcześniej. Pokaże im wszystkim na co mnie stać.
Nikt mnie nie uratuję, tylko sama mogę to zrobić.


 



Nie wiem czy to dobra motywacja.... ale lepsza taka niż żadna.

poniedziałek, 19 maja 2014

It must be so nice to be loved.

Rozstanie i powroty, znów rozstania. Lata samotności i ciągle zmienianie partnerów. Czy w dzisiejszym świecie da się odnaleźć miłość. Czy ona w ogóle istnieje? Czy ludzie którzy są ze sobą wiele lat na prawdę się kochają czy są ze sobą z przyzwyczajenia, obowiązku, wspólny kredyt i dzieci.
Co jeśli miłość to fikcja by ludziom nie było źle, by gospodarka prosperowała?
Czy motyle w brzuchu są powodem głębszego uczucia czy po prostu reakcje chemiczne w mózgu?



Kiedy jesteś świadkiem jak dwie osoby zakochują się w sobie są szczęśliwi. widzisz ich wzloty i upadki a potem nagle wszystko bierze w cholerę i się rozstaja, zaczynasz wątpić. Zachowując się jakby mieli to gdzieś, jakby ich nie obchodziło kilkanaście miesięcy spędzonych razem.

Kiedy ludzie po kilkunastu latach bycia razem biorą ślub, i masz wrażenie że robią to z musu i dla wygody. I są ze sobą z przyzwyczajenia, choć kłócą się kilka razy w tygodniu. I zaczynasz wątpić.

"Kochać, to czekać na kogoś bez względu na to czy przyjdzie czy nie."

I widzisz na facebooku ciągłe zmiany statusów w związku. Jednego dnia 'mój mężulek' a następnego 'facet to świnia'.
Jasne nie łatwo znaleźć tą wyjątkową osobę, ale czy nie zachowujemy się w tym zbyt desperacko? W efekcie zrażając się do dalszych poszukiwań? Na własne życzenie....
Za dużo sobie wyobrażamy, zbyt szybko deklarujemy, zamiast po prostu się bawić, cieszyć chwilą i zobaczyć jak wszystko się potoczy.

Chciałabym wierzyć, że miłość istnieje.W tej romantycznej wersji bo pozostałe znam.
A jednak kochać nie znaczy być zakochanym, i być może tu leży problem ludzi. Nie dostrzegają różnicy... lub nie chcą.


A co ze mna? Ja nigdy nie byłam zakochana. Cóż wszystko przede mną.... mam nadzieję.........

czwartek, 1 maja 2014

Bad luck? Bad life...

Jak mieć pecha to przez cały dzień. spóźniony autobus, oczko w rajstopie, nieprzygotowanie prezentacji.
Autobus, który nie przyjechał powinien być dla mnie znakiem. Myśl o tym żeby wrócić i jechać później ale nie, wolałam czekać na następny. Czy to był błąd? Czy może też wszechświat wystawia mnie na próbę. Jeśli tak, to sama nie wiem jak mi poszło, niby jest ok poszłam przed siebie, ale jest to kolejne wspomnienie które wryje się w pamięć i nigdy nie odejdzie. Jego widok po wyjściu z tramwaju- zamarłam, popędziłam przed siebie. Nawet nie wiem czy mnie zauważył, dzieliło nas przecież kilkanaście metrów i było wiele ludzi dookoła. Ja zawsze muszę spojrzeć w niewłaściwą stronę, choć czerwona bluza jego kolegi przyciąga wzrok. To intrygujące jak jaskrawe kolory zwracają naszą uwagę.


Niby nic się wydarzyło, ale nie jestem w stanie myśleć. Niemal pięć miesięcy później, znów go mijam, z tą różnicą że teraz wiem, że ma to gdzieś. Ja też próbuję, wmawiam sobie, że zapomniałam ale tak do końca nie jest. Ciężko się pożegnać bez pożegnania.
Ale sobie poradzę, jestem silna i wiem jakimi ludźmi nie chcę się otaczać.


 "I did'n lose a friend, I just realized I never had one."




Uważam że wiele o człowieku mówi to, czego nienawidzi. A ja nienawidzę fałszywych przyjaciół.

sobota, 8 marca 2014

Planowanie czy spontan?

Gdy coś planujesz, masz kontrolę. Wiesz co, gdzie, kiedy i z kim. Wszystko wyliczone, czas, pieniądze. Psychiczne przygotowanie też jest istotne.


Tyle czasem plany szlag trafia. Kumpel dostał telefon, że musi jechać - więc się nie spotkamy i nie pogadamy. Koleżanka została dłużej w pracy- z wypadu na miasto nici.
Z planami należy być ostrożnym, bo życie to suka i ci je pokrzyżuje. Co jest gorsze od rozczarowania?

Zdecydowanie dla tych, którzy muszą mieć kontrolę nad sytuacją i nie lubią być zaskakiwani.


Spontan. Ktoś nagle wpada na pomysł żeby po egzaminie iść się napić. Najpierw obalacie flaszkę w akademiku a później wmawiacie pijanemu w barze że w trzy kręcicie z jednym kolesiem.
Ot pstryknięcie palcem i już jesteś w samochodzie, w innym województwie.

Z tym, że nie jesteśmy na to przygotowani, czegoś nie zabierzemy, albo nie spełnimy obowiązków.


Da się jednoznacznie stwierdzić co jest lepsze?
Wszystko zależy od osobowości, znajomych i okoliczności. Ja generalnie wolę mieć coś zaplanowane przynajmniej dzień wcześniej, by się przygotować, również psychicznie(potrzebuję tego). Z tym że niestety ostatnio żadne z planów jakie robię nie wypalają. Żadne. Zawsze coś się stanie, ktoś nie może, albo się okazuje że ja nie mogę.
A co do planów typu co muszę zrobić to odkładam to na później i jeszcze później i jeszcze.... i potem mam bałagan w pokoju i warunki na studiach.

Ale czasem warto jest zrobić inaczej niż zwykle.

piątek, 13 grudnia 2013

Było miło ale się skończyło...

Rozmowa trwała może dwie minuty, nie więcej. Na prawdę nie wiem czym się wcześniej tak stresowałam, czego się bałam. A kto choć trochę czytał tego bloga wie, że raczej nie przyszło mi to łatwo, porównywałabym to z tą historią choć teraz miałam więcej odwagi.
Zapytałam Pana Wysokiego wprost czy nie sądzi, że to się wypaliło, a on przyznał mi racje. Zgodnie stwierdziliśmy, że to już bez sensu. Cieszę się, że to rozwiązało się w taki sposób, to nie było to i nie ma powodów, żeby ktoś się czuł.. pokrzywdzony(?). No i też nie jest niezręcznie,już pół godziny później czekając razem z innymi na ćwiczenia siedzieliśmy na przeciwko siebie, mówimy sobie "cześć" mijając na korytarzu, zupełnie nie ma problemu. Dwa miesiące dobrej zabawy- nic przecież nie trwa wiecznie. Ta relacja była bardziej fizyczna(tak wiem jak to brzmi ale bez takich myśli) niż emocjonalna. Ale i tak zawsze będę to miło wspominać.

"One day someone is going to hug you so tight
That all of your broken pieces
Will stick back together"
Jak się po tym wszystkim  czuję? Dobrze, nie tęsknie za nim tylko za tym co było, ale takie coś się jeszcze wydarzy tyle, że z kimś innym :)

mylifesometimessucks.tumblr.com
Życie się nie zatrzymuje, ani na chwilę, nigdy.
Dwa dni później byłam już z kimś innym na randce. Hmm no powiedzmy, bo czułam się jak na wyjściu z kumplem. Owszem dobrze się rozmawiało ale nie czułam chemii. Na pożegnanie... przytulił mnie, dziwnie no ale cóż, zobaczymy jak to się potoczy.
Zresztą okres studiów to czas na znajomości robienie głupich rzeczy i popełnianie błędów.

Jako, że z każdej znajomości staram się coś wyciągnąć to tym razem też zdałam sobie z czegoś sprawę. Związki i inne tego typu relacje się kończą, i zaczynają się kolejne które też się kończą. Może jest gdzieś ten jedyny, nie wiem, ale jeśli tak to statystycznie ok 98% na niego sporo poczeka, a po drodze pocałuje wiele ropuch. Ale o to właśnie chodzi, trzeba poznawać nowych ludzi, dowiedzieć się co się lubi czego nie, i jakie ma się oczekiwania. Bo przecież kto może poznać nas lepiej niż my sami?

You can have anything you want if you are willing to give up the belief that you cant't have it.

piątek, 8 listopada 2013

Isn't that too fast?

Póki co jest dobrze. Mimo, że wciąż(zwłaszcza w dni gdy go nie widzę) mam obawy, że wszystko się posypie to jest naprawdę dobrze. Chyba trochę więcej mówię, ale powtarzam chyba, bo naprawdę ciężko mi stwierdzić.
Parę razy byłam u niego, oglądaliśmy filmy... i cóż możecie się domyślić co się dzieje gdy zaczynają się napisy końcowe. A ostatnio działo się sporo.  I chcę przestać o tym myśleć ale nie mogę. Powiedzmy że... druga baza to mało powiedziane, bo nie wiem jak to inaczej określić i chyba nie potrafię napisać wprost......... no dobra.... stanik miałam odpięty a w myślach ' o ja pierdolę, o ja pierdolę'. Nigdy bym się czegoś takiego nie spodziewała. Nie spodziewałabym się tego po sobie. Nawet nie wiedziałam jak się zachować, nigdy w życiu nie byłam w takiej sytuacji. W pewnym momencie nawet się podniosłam(bo leżeliśmy) i takie 'jak dla mnie to trochę za szybko' 'mówisz'. Chwycił mnie za rękę a po chwili zaczął całować i wszystko zaczęło się na nowo. I w sumie mi się podobało, ale kurcze znam gościa od półtora miesiąca.
Jako że ten blog jest formą moich pamiętnikowych przemyśleń to dodam jeszcze, że potem położył rękę na moich udach, i zaczął przesuwać je na wew stronę. Zabrałam mu tą rękę. Ciekawe co sobie pomyślał.
Jasne jak każdy mam marzenie o szalonym seksie ale póki co jestem wciąż dziewicą i realne myślenie o tym mnie przeraża. Naprawdę go lubię ale nie na tyle żeby mu się tak od razu 'oddać'.





Wciąż nie dowierzam, te wspomnienia są dla mnie wręcz nierealne.

wtorek, 15 października 2013

Rudolf czerwononosy

Przeziębienie, katar, kaszel i jesteś uziemiony. I wszyscy widzą twój czerwony nos. I wszyscy słyszą twój kaszel.

I nie ważne jak bardzo chciałam iść na imprezę w piątek. Czuję jakby mój postęp w relacjach z ludźmi się teraz cofnął, bo przecież tyle osób z kierunku poszło. A ja nie.

I na wykładach ledwo mogę się skupić. I ciężko wyzdrowieć kiedy nie "wyleżysz" tej choroby. A czasu na leżenie brak. I na nic się zdadzą leki i domowe sposoby bo i tak karat nieleczony trwa 7 dni a leczony tydzień - czy jakoś tak to było.


A najgorsza chyba jest myśl że On przez cały tydzień musiał mnie taką oglądać i słuchać jak mówię przez zapchany nos. Ehh ktoś ma ochotę jak ja zapaść się pod ziemię?

Niby tradycja październik-przeziębienie tylko, że mogłam w sumie temu zapobiec bo wiem doskonale w którym momencie się tak załatwiłam.

Przeziębienie nas izoluje od ludzi, od świata

sobota, 13 lipca 2013

Intensywne ostanie 12 miesięcy.

Gdy przypominam sobie jak wyglądało moje życie 12 miesięcy temu, to nie chce mi się wierzyć, że aż tyle się zmieniło. Mimo wszystko, uważam że na lepsze.
Jasne miewałam załamania i dołujące myśli, momentami czułam się olewana ale ten czas był naprawdę emocjonalny dla mnie. Piszę to dziś, bo właśnie około rok temu nastąpił pewnego rodzaju przełom w moim życiu.

Przyjaciółka przeżywająca pierwszą miłość, ja poznająca nowych ludzi, zacieśniająca więzy z już znanymi, zaprzestanie ukrywania tików, znalezienie pracy.

I co ważne zdałam sobie wreszcie z czegoś sprawę. A mianowicie że ludzie jednak są w stanie mnie polubić. Że nie jestem beznadziejna, żałosna i niepotrzebna. Że mogę kogoś obchodzić.

Całowałam się. Co prawda to było bardziej cmoknięcie niż faktyczny pocałunek. On mi nawet powiedział, że nie umiem się całować, 'Wiem'.

Odważyłam się powiedzieć przyjacielowi, że 'lubię' go i to bardzo. Co z tego, że on mnie nie, powiedziałam to w końcu.

Zdałam maturę i dostałam się na studia. Będzie masa nowych ludzi- wiem to ale boję się znacznie mniej niż kilka miesięcy temu.


Niesamowite ile można odkryć, nauczyć się w rok. Jakie wyciągnęłam wnioski? Życie to jedna wielka zmiana. Raz na gorsze raz na lepsze - nic nie pozostaje takie samo na zawsze. I dobrze bo było by nudno. I właśnie to chciałabym przekazywać ludziom.
Choć teraz jest źle i będzie pewnie jeszcze przez jakiś czas, może tydzień, miesiąc, a może trzy lata. I choć ludzie będą Cię gnębić a mózg wmawiać okropności pamiętaj, naprawdę kiedyś się polepszy.
Spojrzysz w przeszłość i będziesz dumny z siebie, że przetrwałeś te chwile. Gwarantuję to, a jeśli tak nie będzie to pod koniec życia przyjdź do mnie z reklamacją :)

Sama wciąż szukam swojej drogi, ale jestem pewna, że ją znajdę. I że znajdę osobę której droga będzie równoległa do mojej i pójdziemy razem.



"Bądźcie sobą.
Bądźcie dumni z tego, kim jesteście. 

I nawet, jeśli to brzmi banalnie, nie dajcie sobie wmówić, że nie jesteście piękni... "

środa, 10 lipca 2013

Nie żałuj, że Ci się nie udało. Ciesz się, że próbowałeś.

 
chodzi oto że cie lubię, tak bardzo”
tak bardzo?”
taa”
domyślałem się
...”
wiesz ja cie lubie ale jak przyjaciółkę

 Staliśmy jeszcze chwilę na przystanku aż jego tramwaj nadjechał. Przytuliliśmy się na pożegnanie.


 Nie żałuję. Absolutnie nie żałuję tego co zrobiłam. Odważyłam się. Patrzyłam mu w oczy, byłam trzeźwa. Poczułam ulgę, czuję się silna i odważna. Zero łez i zero smutku- no bo przecież nie ma powodu. Nie boję się też, że w przyszłości będzie niezręcznie.

Jak już mówiłam czuję ulgę, teraz mogę ruszyć na przód i przestać myśleć 'co by było gdyby'.
Dwa, trzy tygodnie i to zauroczenie w końcu minie. Ale tak na dobre. Jesteśmy przyjaciółmi i mi to pasuje.





To by było na tyle, mam nadzieję, że ostatnie posty was nie zanudziły, postaram się wkrótce dodać jakieś zwykłe przemyślenia, których swego czasu dodawałam tu sporo i nie zanudzać was już aż tak moim życiem miłosnym :)

poniedziałek, 1 lipca 2013

Let's get older

Post wyjątkowy, dziś największe święto w roku. Co prawda jedynie dla mnie ale przecież to o mnie dzisiaj chodzi.
Czuje się staro, jednocześnie zdając sobie sprawę z tego jak młoda jestem i jak wiele przede mną.

Ale moje życie zmierza w dobrym kierunku.

 Nie jestem już tą smutną dziewczyną którą byłam jeszcze rok temu. Mam przyjaciół i znajomych których uwielbiam.  Mam chłopaka przy którym czuję się niemalże całkiem szczęśliwa.
No i muszę chyba zmienić trochę tekst po prawej w "A kim właściwie jestem?". Ludzie całowałam się!!!! Zajebiste uczucie, polecam wszystkim ;p

A tak na serio to teraz wiem, że złe chwile trzeba przeczekać, nieważne ile one trwają. I że na każdego przyjdzie czas. Każdy będzie miał szansę na szczęście.



Spokojnie, blog nie stanie się teraz różowo czerwony i nie będzie misiów i serduszek. Wciąż jestem tą samą dziewczyną którą byłam. Nadal mam problemy z psychiką z którymi walczę. I wiem że jest dobrze i że będzie jeszcze lepiej.

PAMIĘTAJ CHOĆBY NIE WIEM JAK BYŁO ŹLE, BĘDZIE LEPIEJ. ŻYCIE JEST PIĘKNE!!!

środa, 12 czerwca 2013

Forever and ever?

Najlepsi przyjaciele na zawsze. Ale co to właściwie znaczy na zawsze? Do końca życia? świata? chęci?

Mówi się, że związki na odległość nie mają szans, a przyjaźń?

Cóż moja może i nie jest na odległość ale czuję, że wkrótce przejdzie próbę.
Teraz w wakacje obie mamy pracę, a potem będą studia. Po tylu latach nie wiem czy będę w stanie przyzwyczaić się do tego, że już nie widuję jej przez większość tygodnia. A ona jeszcze będzie musiała dzielić czas pomiędzy mnie i jej chłopaka, więc obawiam się, że zejdę na drugi plan.
A to przy niej nie mam poczucia beznadziejności. Zapominam o wszystkim co mnie smuci.

Jak to ja zazwyczaj robię-zamartwiam się i przewiduję najgorsze scenariusze.
Pewnie żaden z nich się nie sprawdzi ale i tak muszę się dołować i płakać. Nie mogę przecież mieć normalnego dnia-to byłby koniec świata.

Czy przyjaźń ograniczona do pisania na fejsie, telefonów oraz widywania się raz na parę tygodni może przetrwać? Jeśli tak jak długo? No i czy faktycznie istnieje taka przyjaźń na zawsze zawsze(powtórzenie to nie błąd)? Co wy sądzicie piszcie?!







Ostatnio posty rzadko się tu pojawiały i chyba muszę nieco podkręcić tempo, dla własnego dobra.
Ten blog sprawia, że mogę się częściowo pozbierać. Chyba dzięki niemu jeszcze nie zwariowałam kompletnie. 
Jeśli ktoś to czyta- dzięki wielkie :) 

P.S.Zapraszam na moj tumblr

wtorek, 23 kwietnia 2013

Don't let the world bring you down

Ostatnio jest ze mną dużo lepiej. Jeszcze nie jest tak dobrze jak bym chciała ale jest lepiej.

Przede wszystkim już całkowicie przestałam hamować tiki i czuje się z tym dobrze. Wcześniej było tak, że przy ludziach to powstrzymywałam a po powrocie do domu nie mogłam wręcz normalnie iść.

”I'de like to toast to all those angels that were always hangin' 'round”
Nie mam już poczucia, że cały świat mnie nie lubi. Moja samoocena odrobinę wzrosła. Dostrzegam to, że ludzie chcą spędzać ze mną czas i ogromnie cieszę się z tego. Moje anioły czuwają nade mną i jestem im wdzięczna.

Czasami nadal smucę się tą samą głupotą co zawsze-brakiem chłopaka. Ale już mniej bo jednak zaczynam zdawać sobie sprawę z tego, że mogę się wyszaleć robić co chce kiedy i z kim. Nikt mnie nie ogranicza. Jedynie kiedy daje się to odczuć, kiedy dookoła widzę ściskających się ludzi, kiedy koleżanki gadają o swoich chłopakach, czuję tą samotność... ale przyjdzie i na mnie czas.


Idę ulicą z uśmiechem na twarzy. Moja samoocena nadal jest dosyć niska i momentami do mojej głowy wkradają się smutne myśli ale staram się je przegonić. Nie zwracam uwagi na krzywe spojrzenia, nie wstydzę się tików. Mniej boję się tego co będzie w przyszłości i wiem że kiedyś będzie jeszcze lepiej.

Nie poddawajcie się, pracujcie nad sobą i nie przejmujcie się porażkami a tym bardziej tym co ludzie mówią. Nie pozwólcie żeby świat was zdołował :)

piątek, 5 kwietnia 2013

Już prawie koniec, co będzie potem?

Nie jestem gotowa. Psychicznie nie jestem gotowa, żeby skończyć szkołę. Jakoś wydaje mi się to nierealne. Momentami nadal bywam infantylna a tu dorosłe życie czeka. No niby są jeszcze studia i tam można się wyszumieć i jak to przyjaciel określił to "najlepszy sposób by wydłużyć młodość. Tylko boję się, że znowu będzie to samo co było w każdej szkole. Mnóstwo nowych ludzi i ja przerażona zamknę się w sobie i otworze dopiero na koniec.A teraz będzie gorzej ponieważ nie będzie żadnej osoby, którą bym znała choć trochę.

I z jednej strony wiem, że to dobrze bo chyba potrzebuje czegoś takiego, żeby przyzwyczaić się, że w życiu będą pojawiać się obce osoby. Ale strach jest. Ten co zawsze przed brakiem akceptacji, odrzuceniem.Przez tiki mam trochę zaniżoną samoocenę. Ale to też zależy od dnia, od tego w jakim humorze się obudzę.

Rozglądam się dookoła i zastanawiam czy inni też mają takie obawy dotyczące studiów.


"Po­wieki od­po­wie­dzial­ności za­mykają się przed drzwiami niedoj­rzałości i krążą po omac­ku po­tykając się o włas­ne słabości..."

Czuje i wiem że jestem dosyć nieodpowiedzialna. I ja mam zdawać egzamin DOJRZAŁOŚCI? Dojrzała nie jestem na pewno. Ale czy jest ktoś całkowicie dojrzały?

Czym w ogóle jest dojrzałość? Wiadomo każdy pojmuje to inaczej. Ja sądzę że w dużej mierze właśnie chodzi za odpowiedzialność oraz ponoszenie konsekwencji swoich czynów. Dojrzały człowiek przyznaje się do swoich błędów i słabości, i mierząc ostatnim kryterium to niewielu jest dojrzałych na świecie.


Ahh co robić, co robić.........




środa, 20 marca 2013

Wybaczyć nie znaczy zapomnieć...

 W pewnym sensie jest to część dalsza poprzedniego posta, także jeżeli ktoś nie czytał to zapraszam



A więc niby jest ok ale pewien niesmak pozostał. Dobra każdy robi błędy, takie życie. Tylko ona przez ten błąd straciła sporą część zaufania jakim ją darzyłam. Nie jest tak jak było i szybko nie będzie. Czy jej wybaczyłam? Jestem w trakcie.

 I to daje mi do myślenia nad zjawiskiem wybaczania. Już wcześniej uważałam, że wybaczyć nie znaczy zapomnieć ale dopiero teraz mogę to oprzeć na osobistych doświadczeniach.

"Prosić o wybaczenie jest bardzo łatwo, wybaczanie przychodzi znacznie trudniej i mało jest osób ustawiających się w kolejce, gotowych wybaczyć."

Czym tak właściwie jest wybaczenie? To w pewnym sensie darowanie winy. To przyjęcie przeprosin i zaprzestanie złości. Przynosi ulgę. Lecz nie tym, którzy zawinili a tym, którzy przebaczyli.
Sprawia, że przestajemy się zadręczać tym co się stało i zostawiamy to za sobą. Uwalniamy się. Trzymanie złości w sobie oraz innych negatywnych emocji przez dłuższy czas szkodzi nam. Dlatego uważam że warto wybaczać, o ile to oczywiście możliwe. Zdaję sobie bowiem sprawę z tego iż nie wszyscy tego chcą i są do tego zdolni. To nie jest łatwe. Najgorzej gdy cios pada od osoby najbliższej, bo w najśmielszych snach się tego nie spodziewamy, jak w moim przypadku.


Dlaczego postanowiłam jej przebaczyć? Bo jestem w stanie zrozumieć, że popełniła błąd. Bo wiem, że nie robi takich rzeczy. Wiem że sporo winy jest po jego stronie bo ma niewyparzony język i w sposób przedziwny działa na ludzi. Bo jednak cenię naszą przyjaźń tak bardzo, że jestem w stanie to zrobić, mimo że będzie ciężko.
Wybaczę jej ponieważ jest dla mnie ważną osobą, która jest przy mnie. Należy do tego niezbyt dużego grona osób, od których nie usłyszałam złośliwości na temat moich tików.
Jest moją najlepszą przyjaciółką więc jej wybaczę.


Ludzie mówili mi i pisali, że im ciężko byłoby na moim miejscu wybaczyć. Że jeśli już byłoby to ogromnie trudne. Decyzja nie była łatwa ale jednak.

A czy was ktoś zranił tak bardzo, że nie byliście w stanie wybaczyć? Czy może jednak byliście łaskawi?

niedziela, 3 marca 2013

Kłamstwo ma krótkie nogi? Nie koniecznie...

Każdemu zdarzyło się skłamać. Jeśli w tym momencie mówisz "nie mnie"- kłamiesz.
Dlaczego ludzie kłamią? Powodów jest mnóstwo. Od tych najbardziej egoistycznych do tych drobnych wynikających z uprzejmości.

Kłamiemy, żeby ochronić swój tyłek, żeby nie wyjść na chama, bo chcemy być mili, bo prawda może zaboleć. Ale co tak naprawdę boli bardziej? Okrutna prawda czy kłamstwo z ust bliskiej nam osoby?

To boli kiedy ktoś bliski nas okłamie. Czujemy się zdradzeni, jakby ta osoba była zupełnie kimś innym niż myśleliśmy.
Oczywiście są kłamstwa, które łatwo wybaczyć oraz kłamstwa, których skutkiem jest urwanie znajomości. Zdarza się, że ktoś skłamie co do powodu spóźnienia lub że nie może się spotkać a tak naprawdę nie chce. A jakie są cięższe kłamstwa? Hmm uważam, że do takowych mogą zaliczać się "kocham cię", "nie kocham cię" oraz "nie zdradziłam cię". No i ewentualnie "wszystko będzie dobrze".

Najczęściej bywa, że za jednym kłamstwem ciągnie się następne. W pewnym momencie delikwent plącze się w zeznaniach, a kiedy prawda wychodzi na jaw wszyscy się od niego odwracają i nigdy już nikt nie uwierzy w jego słowo. Na pewno znacie bajkę o chłopcu, który straszył wieś krzycząc "wilk!".



 "Wszyscy kłamią. Cała sztuka polega na tym, by odróżnić tych, którzy robią to dla twojego dobra od tych, którzy robią to, by ci zaszkodzić."

Wszyscy kłamią.
Taka już ludzka natura. Zaczynamy kłamać już w podstawówce. Czy komuś wychodzi to na dobre? To zależy. My zyskujemy ale najprawdopodobniej, ktoś straci. Nie powiemy koleżance, że wygląda grubo w spodniach, żeby się nie obraziła. Nie powiemy rodzicom, że idziemy do chłopaka zamiast do szkoły bo nas nie puszczą.
Czy wszystkie kłamstwa wychodzą na jaw? Są kłamstwa których nikt nie sprawdzi. Ja na przykład w anonimowych ankietach nigdy nie mówię całej prawdy. Bo i po co? Rodziców też okłamuję. Że nie mam złych ocen, że się uczyłam.
Kłamać również trzeba umieć. Musi być przemyślane. Nie można wymyślać bzdur na poczekaniu, wahać się. Musi też wiarygodne. Łatwo też dojść do wprawy, jednak niestety kłamstwo uzależnia. Przyznam się, że czasem nie mówię prawdy tak bez powodu. Automatycznie, niekontrolowanie. Nie wiem czemu, może już weszłam w nałóg.

Najrozsądniejsze jest mówienie prawdy. Tylko, że czasem jest ona okropna. Czasem ludzie nie chcą jej przyjąc do wiadomości. Nie lubię być okłamywana a jednak sama nie jestem zawsze prawdomówna. Ale nie okłamuję wszystkich. Są osoby mi tak bliskie, że kiedy nie chcę powiedzieć prawdy staram się nie mówić nic.
Ważne jest nieokłamywanie siebie. Przyznanie się przed sobą, że popełniliśmy błąd, że mieliśmy chwilę słabości.

Moje największe kłamstwo? Chyba takie, że czuję się dobrze, że wszystko jest ok. A nie jest. Czasem jest lepiej ale nigdy nie jest dobrze w stu procentach. No niestety.
 
A co wy sądzicie o kłamstwach? Kłamiecie często czy tylko w wyjątkowych sytuacjach? Jakie kłamstwa są według was niewybaczalne? Piszcie!




Nie wiem czy ktoś zauważył ale dodałam nagłówek bloga, podoba się? Tylko mi nie kłamać!

czwartek, 28 lutego 2013

Oddam za ciebie całą moją samotność i mój smutek.

Samotność. Czy jest większy powód do cierpienia? Nie sądzę, do tej pory nic gorszego mi się nie przytrafiło.
Człowiek to istota społeczna, co do tego nikt nie ma wątpliwości. Musimy żyć w społeczeństwie, między ludźmi bo inaczej się nie da.
A jednak żyjąc pośród setek ludzi jesteśmy samotni. Mając wokół siebie przyjaciół są momenty, w których czujemy się olewani, niepotrzebni lub niezrozumiani. Samotnym można być nie będąc samym. Jedni  w samotności czują się lepiej inni gorzej, ale jednak nikt się z niej nie cieszy.

"W pewnym momencie jesteś tak przyzwyczajony do samotności, że tracisz zdolność kochania"


No i oczywiście każdy w duchu marzy żeby się zakochać. Bo znalezienie tej "wyjątkowej" osoby sprawi że już nie będziemy samotni. Są ludzie, którzy szybko kogoś znajdują, już w gimnazjum. Często nie są to długoterminowe  związki. Ale jest grupa ludzi, która jest samotna długo, czasem może nawet zbyt długo........ Czują się gorsi, niechciani. Nie każdy umie podrywać, nie każdy jest zapraszany na imprezy. Niektórzy nie mają okazji kogoś poznać. Co wtedy? No właśnie..... Ja nie wiem bo jestem właśnie taką osobą.



Mam znajomych ale są to osoby, którym raczej się nie zwierzam z bardzo osobistych spraw. Mam przyjaciółkę ale ona jest zajęta swoim chłopakiem. A ja? A ja jestem sama. Wszyscy dookoła kogoś mają a ja siedzę i jest mi smutno. Niewyobrażalnie smutno.
Czuję wewnętrzną pustkę i mam wrażenie, że zamienia się ona w czarną dziurę. Pochłonie mnie i przestanę istnieć. Czy ktoś by to zauważył? Nie wiem, może. Może po jakimś czasie ktoś zauważyłby, że mnie nie ma.
Są chwile, kiedy już nie mogę wytrzymać, i płaczę, i marzę żeby mnie ktoś przytulił i powiedział, że jestem potrzebna. Ale......... chyba zawsze marzyłam o nierealnym.


"Ciężko mi żyć pod jednym dachem z samą sobą.
W pewnym momencie, człowiek
jest tak przyzwyczajony do samotności,
że boi się zakochać."


Od ostatniego wpisu nic się nie zmieniło. Ciągle myślę o kolesiu, który nie wie że istnieję. I tak zapewne pozostanie. Widocznie samotność jest mi pisana.
Tylko że to czasem aż boli................................................

poniedziałek, 25 lutego 2013

So sad so lonely

Powtórka z rozrywki. Po raz czarty zdaje się. Jestem beznadziejna................

"wiatr wieje w okno, siedzę w oknie i wdycham samotność."

O co chodzi? No wiec zako...... nie, nie, nie. To nie jest zakochanie. Zauroczenie, przepraszam.

No więc zauroczyłam się w pewnym chłopaku z mojej szkoły. Nie wiem jak ma na imię ani do jakiej klasy chodzi. Jeszcze. A w sumie na co mi te informacje? Pewnie będzie jak zwykle, będę się gapić na niego na przerwach, ewentualnie uśmiechać gdy spojrzy w moją stronę ale i tak nic z tego nie wyjdzie.

Bo zawsze tak jest. Ja się tylko gapie. Nie nazwę tego parzeniem.

Jak czytam te różne porady internetowe i czytam żeby zagadać o czymkolwiek. Taaa jasne już to widzę. Nie ma takiej opcji. A on też pewnie do mnie nie zagada. Pewnie nie wie o moim istnieniu. Albo ma kogoś.


Tak będą wyglądały moje następne tygodnie: będę go szukać i się gapić, potem wrócę do domu i załamywać, że nikt mnie nie kocha.
Eehh............. życie jest do kitu.

niedziela, 17 lutego 2013

Złość urodzie szkodzi

Złość. Zjawisko bardzo powszechne w dzisiejszych czasach. Każdy się czasem złości z różnych powodów. Uciekł nam autobus, znowu dostaliśmy jedynkę, szef się nas czepia, przyjaciel znowu zrzędzi i rozbiliśmy ulubiony kubek.

Polska jest krajem ludzi nerwowych a jednym z powodów są niskie zarobki. Nie da się ukryć, że ludzie zastanawiają się jak tu wytrzymać do tego 10. A tu ciągle się słyszy o podwyżkach. Wszystkiego. Mamy ceny jak na zachodzi ale pensje już nie. To ma wpływ na komfort psychiczny co widać, wystarczy pojechać za granicę gdzie ludzie są mili i życzliwi.

Ale nie mówię, że zarobki są jedyną przyczyną złości bo tak oczywiście nie jest. Przede wszystkim przejmujemy się za bardzo, również reakcją ludzi. Ilu z was słyszało od rodziców lub dziadków zdanie ''co sąsiedzi powiedzą''? Ja wielokrotnie. Jest to bardzo irytujące bo jeżeli sąsiad może sobie krzyczeć na ogrodzie to dlaczego ja nie mogę? Przejmujemy się bzdurami, tym że powiemy lub zrobimy coś głupiego i złościmy na siebie gdy tak się stanie.


No właśnie, ale czy złość obejmuje tylko nas i osobę na którą się złościmy? Bynajmniej.
Złość sprawia, że zmienia nam się ton głosu oraz wyraz twarzy przez co wydajemy się niemili, wręcz wredni. Próbujemy także(czasem nieświadomie) odreagować na innych krzycząc na nich, obrażając lub wdając się w kolejną kłótnię. Ja nie wiem czy taka natura człowieka, że jak mu źle to chce żeby wszystkim dookoła też było?

Sama się często złoszczę, wkurzam i teraz pytanie co z tym zrobić? Cóż są różne sposoby, które nie zawsze są skuteczne. Każdy ma swój, no dobra prawie każdy. Można liczyć do dziesięciu głęboko oddychając, słuchać uspokajającej muzyki, wysiłek fizyczny też może pomóc. Ale przede wszystkim moim skromnym zdaniem powinniśmy się odizolować od ludzi. Na chwilkę, żeby ochłonąć.
Złość jest jak choroba zakaźna niszcząca relacje międzyludzkie. Nie należy jej jednak dusić w sobie. Musimy się jej pozbyć nie przenosząc na innych. Bo można powiedzieć coś przykrego, zupełnie nie chcący.

Tak więc złośnikom życzę spokoju i trzymania języka za zębami. Spróbujmy wszyscy wychillować i nie przejmować się bzdurami no bo po co? Złość urodzie szkodzi :)

czwartek, 14 lutego 2013

Crappy day- post specjalny.

 Uwaga! Post ten jest całkowicie subiektywny, odrobinę wredny i może mieć na celu obrzydzenia społeczeństwu walentynek. Czytasz na swoją odpowiedzialność!



Niby dzień jak co dzień, bo trzeba iść do szkoły, pracy. Ale jednak nie. W tym dniu ludzie dzielą się na dwa typy. Są ci, którzy cieszą się jak głupi do sera bo mają swoją kochaną walentynkę oraz ci, którzy rzygają na widok tych pierwszych. Jak się możecie domyślić jestem drugim typem.

Ostatnio naprawdę mam dość przeróżnych historyjek miłosnych, widoku śliniących się ludzi yyyh. Ochyda. Jakby chcieli się nawzajem udusić tymi językami. Albo je zjeść. RZYGAM!!!!!



OMFG. A telewizji wylacznie idiotyczne komedie romantyczne. Chociaż bym się sprzeczała bo to wcale nie są komedie. Komedie są śmieszne a to gówno nie! I wszędzie piosenki o miłości i bla bla bla bla. RZYGAM!!!!!


Och.. twój chłopak zrobił kartkę dla ciebie? twoja dziewczyna zrobiła dla ciebie ciasteczka? Jak słodko! Może opowiesz o tym komuś kogo faktycznie to obchodzi co? Cause I don't give a fuck!!!
Serio ludzie obnoszą się z tym, że mają tą swoją jebaną drugą połówkę och co za lans. Tydzień temu zaczęli chodzić, jutro się zaręczą, a za tydzień zerwą. No przecież jak ja wchodzę na fejsa i widzę codziennie że ktoś zmienił status znowu, albo te wpisy "mój mężulek". Taaaa zapomniałaś napisać że to już czwarty. Boshh co za głupi ludzie. RZYGAM!!!!!

Co za bezsens żeby raz w roku przypominać sobie, że kogoś kochasz. Powinno się pamiętać o tym codziennie a nie od święta. Walentynki to wyznawanie uczuć na siłę, na pokaz.

Hmm obejrzę jakieś dobre kino akcji,poczytam. Dla mnie normalny dzień. A reszta świata niech sie wali.






Na koniec dla chcących skomentować ostatnie sarkastyczne zdanie:
Tak ten post napisałam bo zazdroszczę tym wszystkim ludziom a sama spędzę ten dzień w samotności Forever Alone. Happy?????
Ok to zapraszam do komentowania :)