piątek, 27 grudnia 2013

Święta, Święta i po świętach...

Ktoś poczuł magię świąt?  Bo wiele osób, które znam nie
Jasne standardowo ubieranie choinki, karp , prezenty i przepełnione brzuchy.
Zero śniegu-cóż. Nawet już nie ma tej reklamy coca-coli co kiedyś. Więc nie wiedziałam, że coraz bliżej święta.

Czy w tym wieku w ogóle jeszcze czuć magię świąt? Czy powinno się?
I czym że właściwie jest magia świąt?
Może po prostu jako dzieci bardziej docenialiśmy to że jest wolne od szkoły i całą rodzina się zbierze, i dostaniemy zabawki i masę słodyczy i ulepimy bałwana.

Może magia świąt była po prostu błogą nieświadomością ile z nimi zachodu....


wtorek, 17 grudnia 2013

I'm stuck in here

Nie mogę skoncentrować się na nauce. Wciąż rozmyślam o tym co było, co będzie i o tym co się nigdy nie wydarzy. Znów mam obawy, ze ludzie mnie opuszczą. Od dawna już nie rozmawiałam z przyjacielem, odezwałam się do niego ale nie odpisał. Tracę kontakt z bliską koleżanką z LO. A moja przyjaciółka.. cóż niby jest ok ale wróciłą do swojego byłego, uważam , żę źle robi i nie wiem jak się teraz dogadamy.
Jeśli chodzi o znajomych na studiach to jest ok, rozmawiam z ludżmi ale nie wiem czy te znajomości przeniosą się poza kampus.
Chciałabym ale... nie wiem jak.

http://mylifesometimessucks.tumblr.com/
Czasem źle się czuje w swoim towarzystwie, coraz częściej myślę o tym, żeby pójść do psychologa czy coś... Bo już momentami nie wytrzymuję. Czuję się głupia, bezużyteczna, niepotrzebna.

"Czasami jest pełno ludzi tylko po to, aby głębsza była samotność. Tak bardzo jestem sam, że nawet mnie ze mną nie ma."

Nic mi się nie chce. Mam ochotę jedynie na spanie i czekoladę, ewentualnie jakiś film
Pomysły na posty są, ale nie ma chęci i weny żeby je dokończyć.



Chciałabym być bardziej otwarta na ludzi, przebojowa, rozmowna, tylko jak....

piątek, 13 grudnia 2013

Było miło ale się skończyło...

Rozmowa trwała może dwie minuty, nie więcej. Na prawdę nie wiem czym się wcześniej tak stresowałam, czego się bałam. A kto choć trochę czytał tego bloga wie, że raczej nie przyszło mi to łatwo, porównywałabym to z tą historią choć teraz miałam więcej odwagi.
Zapytałam Pana Wysokiego wprost czy nie sądzi, że to się wypaliło, a on przyznał mi racje. Zgodnie stwierdziliśmy, że to już bez sensu. Cieszę się, że to rozwiązało się w taki sposób, to nie było to i nie ma powodów, żeby ktoś się czuł.. pokrzywdzony(?). No i też nie jest niezręcznie,już pół godziny później czekając razem z innymi na ćwiczenia siedzieliśmy na przeciwko siebie, mówimy sobie "cześć" mijając na korytarzu, zupełnie nie ma problemu. Dwa miesiące dobrej zabawy- nic przecież nie trwa wiecznie. Ta relacja była bardziej fizyczna(tak wiem jak to brzmi ale bez takich myśli) niż emocjonalna. Ale i tak zawsze będę to miło wspominać.

"One day someone is going to hug you so tight
That all of your broken pieces
Will stick back together"
Jak się po tym wszystkim  czuję? Dobrze, nie tęsknie za nim tylko za tym co było, ale takie coś się jeszcze wydarzy tyle, że z kimś innym :)

mylifesometimessucks.tumblr.com
Życie się nie zatrzymuje, ani na chwilę, nigdy.
Dwa dni później byłam już z kimś innym na randce. Hmm no powiedzmy, bo czułam się jak na wyjściu z kumplem. Owszem dobrze się rozmawiało ale nie czułam chemii. Na pożegnanie... przytulił mnie, dziwnie no ale cóż, zobaczymy jak to się potoczy.
Zresztą okres studiów to czas na znajomości robienie głupich rzeczy i popełnianie błędów.

Jako, że z każdej znajomości staram się coś wyciągnąć to tym razem też zdałam sobie z czegoś sprawę. Związki i inne tego typu relacje się kończą, i zaczynają się kolejne które też się kończą. Może jest gdzieś ten jedyny, nie wiem, ale jeśli tak to statystycznie ok 98% na niego sporo poczeka, a po drodze pocałuje wiele ropuch. Ale o to właśnie chodzi, trzeba poznawać nowych ludzi, dowiedzieć się co się lubi czego nie, i jakie ma się oczekiwania. Bo przecież kto może poznać nas lepiej niż my sami?

You can have anything you want if you are willing to give up the belief that you cant't have it.

sobota, 30 listopada 2013

If he doesn't care then why should I?

Tak naprawdę już po miesiącu stwierdziłam, że ja i Pan Wysoki to nie będzie coś długoterminowego. Wciąż nie nazwałabym tego związkiem. Na początku było naprawdę dobrze, ale teraz mam wrażenie że to się hmm... wypala? Po za uczelnią nie spędzamy razem czasu, nie rozmawiamy zbyt wiele.
Przyjaciółka zapytała mnie dlaczego tego nie skończę. Cóż mam się do kogo przytulić i z kim całować(choć ostatnio i to robimy rzadko), póki co odpowiada mi ten układ. Po za tym bądźmy szczerzy, nie umiałabym tego zakończyć, nie wiedziałabym jak, co powiedzieć.

Mam wrażenie, że jemu nie zależy, przez mi też nie zależy. I są momenty w których trochę próbuję, ale gdy nie widzisz zainteresowania, tracisz chęci. Nie przywiązałam się do niego jakoś bardzo. Myślę, że gdy przestanie mi to wszystko odpowiadać, to po prostu nie będę się starać w ogóle i jakoś wszystko samo się rozwiąże. A jeśli nie będzie trzeba spiąć cztery litery i powiedzieć, że mam dosyć.
Cóż dorosłe życie w końcu........


poniedziałek, 18 listopada 2013

Czy można przestać kochać?

Niby kogoś kochasz i to od miesięcy a potem nagle stwierdzasz, że nie możesz tego nazwać miłością. To czy w takim razie to w ogóle była miłość? Jeśli kochasz to chyba nie da się tak po prostu przestać? A może się da... nie wiem jestem tylko obserwatorem tej sytuacji.
Od dwóch tygodni już coś się szykowało. Powiedział, że nie może być już uczuciowy wobec niej. Zniosła to dobrze, znacznie lepiej niż się spodziewałam. Widocznie czuła, że to nadejdzie. Chyba wszyscy się spodziewaliśmy, że coś się wydarzy, choć jednak zaskoczyło mnie zakończenie. Ciężko słyszy się, że osoby na których ci zależało się nagle rozchodzą.
I ona nawet nie płakała, i dobrze bo nie znoszę gdy płacze. Jego jeszcze nie widziałam, a to będzie dziwne, bo będę go widywać często. I nie do końca wiem jak mam się zachować, bo jestem po jej stronie, zawsze, choćby nie wiem co. Ale jego też lubię. I niby nie ma jakiejś walki i są przyjaciółmi(o ile takie coś może istnieć), ale jednak wiem, że muszę mu dać lekko odczuć, że jest inaczej. Jestem jej przyjaciółką, on jest tylko dobrym znajomym.

"Someday you’ll meet someone new and you’ll fall madly in love. And you’ll have moved on without even realizing it."

I czy w ogóle możliwe jest bycie przyjaciółmi po zerwaniu? Co jak zamierzają przezwyciężyć uczucia? I co on miał na myśli mówiąc, że ma nadzieję, że kiedyś będą mogli być razem?

Czasem mam wrażenie, że za bardzo się przejmuję sprawami innych ludzi. Wiem, że nie powinnam się w to mieszać i tak zrobię. Póki ona nie cierpi nie jest źle.

piątek, 8 listopada 2013

Isn't that too fast?

Póki co jest dobrze. Mimo, że wciąż(zwłaszcza w dni gdy go nie widzę) mam obawy, że wszystko się posypie to jest naprawdę dobrze. Chyba trochę więcej mówię, ale powtarzam chyba, bo naprawdę ciężko mi stwierdzić.
Parę razy byłam u niego, oglądaliśmy filmy... i cóż możecie się domyślić co się dzieje gdy zaczynają się napisy końcowe. A ostatnio działo się sporo.  I chcę przestać o tym myśleć ale nie mogę. Powiedzmy że... druga baza to mało powiedziane, bo nie wiem jak to inaczej określić i chyba nie potrafię napisać wprost......... no dobra.... stanik miałam odpięty a w myślach ' o ja pierdolę, o ja pierdolę'. Nigdy bym się czegoś takiego nie spodziewała. Nie spodziewałabym się tego po sobie. Nawet nie wiedziałam jak się zachować, nigdy w życiu nie byłam w takiej sytuacji. W pewnym momencie nawet się podniosłam(bo leżeliśmy) i takie 'jak dla mnie to trochę za szybko' 'mówisz'. Chwycił mnie za rękę a po chwili zaczął całować i wszystko zaczęło się na nowo. I w sumie mi się podobało, ale kurcze znam gościa od półtora miesiąca.
Jako że ten blog jest formą moich pamiętnikowych przemyśleń to dodam jeszcze, że potem położył rękę na moich udach, i zaczął przesuwać je na wew stronę. Zabrałam mu tą rękę. Ciekawe co sobie pomyślał.
Jasne jak każdy mam marzenie o szalonym seksie ale póki co jestem wciąż dziewicą i realne myślenie o tym mnie przeraża. Naprawdę go lubię ale nie na tyle żeby mu się tak od razu 'oddać'.





Wciąż nie dowierzam, te wspomnienia są dla mnie wręcz nierealne.

niedziela, 27 października 2013

Lubię Cię- nie zepsuj tego.

Dużo się kilka dni temu wyjaśniło. Jak zwykle szczera i odważna mogę być tylko po piwie no ale cóż ten fakt pomińmy.
W dużym skrócie Pan Wysoki zauważył moje tiki
'nie da się nie zauważyć'
w dalszych rozmowach było już tylko ciekawiej
 'hmm czyli jestem jednym z tych pierwszych?'

No i przede wszystkim co mnie najbardziej cieszy to, że nie przeszkadza mu, że zbyt dużo nie mówię (na trzeźwo rzecz jasna), mimo iż powiedział:
'Kurcze gdybyś gadała na co dzień tyle co po alkoholu to normalnie ideał.'
to jednak według niego  z każdym dniem jest coraz lepiej i ma nadzieję, że się bardziej otworzę.

Hmm no i właśnie. Dziś tak jakby trochę to zrobiłam. Sms-owaliśmy. Napisałam mu, że pół weekendu była fajna, póki nie zrobiłam czegoś głupiego i  na własne życzenie się zdołowałam(o tym jeszcze będzie wkrótce post), potem że zaczęłam się uczyć żeby tyle nie myśleć i 'ogólnie to jakaś nienormalna jestem'. On czy nie przesadzam z tą nienormalnością. Ja że może trochę, ale kiedy jest mi źle potrafię gorzej o sobie mówić. On że po co, lepiej wyluzować. Ja, że staram się, ale czasem nic nie poradzę na moje myśli, i że jestem ciężkim przypadkiem, 'kurde zaczynam się przed tobą otwierać i to mnie przeraża'. On że nie wie co w tym strasznego. Ja 'No może to nie jest jakieś bardzo straszne, ale ludzie przychodzą i nagle odchodzą, i jak się za bardzo otworzysz to obrywasz.' 

Tak to wyglądało. I serio tak myślę. Boję się, że pewnego dnia on nagle stwierdzi, żę nie chce się ze mną zadawać. Ja wiem to jest chore, że tak myślę ale co poradzę. Lubię go, naprawdę. Póki co było miło ale w sumie za dużo o mnie nie wie, i mam obawy, żę gdy pozna moją psychikę to stwierdzi że jestem dziwna, nienormalna, zbyt pokręcona i lepiej dać sobie spokój.

Lęk przed odtrąceniem to chyba aktualnie mój największy problem.

czwartek, 24 października 2013

Jak jest i co sobie wyobraża mój pokręcony mózg.

Jak jest? Cóż... dwa dni pod rząd byłam u Pana Wysokiego i oglądaliśmy film. Było świetnie, a mi coraz lepiej wychodzi całowanie(tak sądzę). I jest naprawdę dobrze, bo mimo, że nie mówię zbyt wiele(choć powoli robi się lepiej), to nie stresuję się tym. Żadnej spiny, po prostu siedzimy przytuleni i jest miło.

Jednak jak miło by nie było, mój mózg musi przygnębić. Bo jednak mam obawy. Że jednak będzie miał dosyć mojego niezręcznego towarzystwa i następnego dnia czar pryśnie. Wracam do domu i czuję się niepewnie. Znajomość trwa ponad trzy tygodnie, od dwóch można by powiedzieć że się spotykamy. I nie wiem do końca co to jest i do czego to zmierza.
Zawsze miałam trochę obawy, że ludzie mnie nie akceptują, a po wydarzeniach z lipca tego roku to się chyba zwiększyło i stąd te moje myśli. Boję się odrzucenia bo zaczynam się do niego przywiązywać.

Jest jeszcze kwestia tego, że on chyba nie wie, że mam tiki. Co prawda jak kiedyś wspominałam obecnie mam takie, których od razu się nie zauważa bo to wygląda jakbym po prostu prostowała rękę, albo ruszała głową jak gdyby kark mi trochę zesztywniał. Chociaż zaczynam zauważać kątem oka jak patrzy, bo po pewnym czasie to zaczyna być trochę dziwne. Ale póki co nic nie mówi. A ja też nie zacznę tematu tak od czapy.


Czy powinnam tyle o tym rozmyślać? Czy potrzebuję definicji tego co się dzieje, czy to jest istotne? Jeśli jest dobrze to może lepiej poddać się temu i nie zastanawiać. Co będzie to będzie i nic się z tym przecież nie zrobi.
Bo może:

sobota, 19 października 2013

Nie taki diabeł straszny...

Mijają trzy tygodnie odkąd zaczęłam studia, także wypadałoby coś o tym powiedzieć.

Cóż na początek napiszę, że niepotrzebnie się bałam. Tak jak w liceum ludzie byli ok, tak tutaj są świetni. Czekając na wykłady czy ćwiczenia rozmawiamy o rożnych rzeczach. Co prawda jak wiecie nie jestem zbyt rozmowną osobą, no ale tym razem nie trzymam się na uboczu tylko podchodzę do grupy. I zamierzam w końcu nauczyć się funkcjonować w miarę normalnie wśród ludzi.

No i jest jeszcze jeden bardzo pozytywny aspekt studiów, o którym wspomniałam w dwóch poprzednich postach. A mianowicie pewien facet z mojego kierunku, którego poznałam na wydziałowej imprezie(jako ciekawostkę powiem, że na tej imprezie piłam i się całowaliśmy xD - oh god), byliśmy na kawie i na piwie( można się domyślić co się działo). Nie wiem jeszcze do końca jak to właściwie nazwać ale jest miło. No i najważniejsze, że jemu nie przeszkadza(no póki co przynajmniej), że się mało odzywam.
Hmm może dla wygody i zachowania jakiegoś porządku na blogu w przyszłych postach będę o nim pisać jako 'Pan Wysoki'.

Tylko jest jedna rzecz, której się obawiam. On pochodzi z innego miasta, a tu przyjechał studiować. No więc teoretycznie jeśli miałyby w przyszłości mieć miejsce kolejne spotkania to ja "powinnam" lepiej wiedzieć gdzie można iść, żeby było fajnie. Tyle, że tak nie jest(znaczy ja sama mieszkam obok miasta, w którym studiujemy no ale to i tak niby powinnam wiedzieć lepiej). Nie mam pomysłu co można by robić, w ogóle chyba nie jestem pomysłową osobą. Gdyby mnie o to zapytał to tylko bym się zestresowała, i nie odzywała przez 5 minut.
Dlaczego muszę być taką niezręczną i dziwną osobą?

"Nie jestem idealna lecz jestem wyjątkowa."

wtorek, 15 października 2013

Rudolf czerwononosy

Przeziębienie, katar, kaszel i jesteś uziemiony. I wszyscy widzą twój czerwony nos. I wszyscy słyszą twój kaszel.

I nie ważne jak bardzo chciałam iść na imprezę w piątek. Czuję jakby mój postęp w relacjach z ludźmi się teraz cofnął, bo przecież tyle osób z kierunku poszło. A ja nie.

I na wykładach ledwo mogę się skupić. I ciężko wyzdrowieć kiedy nie "wyleżysz" tej choroby. A czasu na leżenie brak. I na nic się zdadzą leki i domowe sposoby bo i tak karat nieleczony trwa 7 dni a leczony tydzień - czy jakoś tak to było.


A najgorsza chyba jest myśl że On przez cały tydzień musiał mnie taką oglądać i słuchać jak mówię przez zapchany nos. Ehh ktoś ma ochotę jak ja zapaść się pod ziemię?

Niby tradycja październik-przeziębienie tylko, że mogłam w sumie temu zapobiec bo wiem doskonale w którym momencie się tak załatwiłam.

Przeziębienie nas izoluje od ludzi, od świata

sobota, 12 października 2013

Gdy cię kojarzą to połowa sukcesu

Tak wiem, rzadko piszę, ale co poradzić studia się zaczęły. Nie żebym się zaczęła uczyć (na blogu trzeba być szczerym) ale zajęta dosyć jestem.

Dzisiaj chcę się podzielić radą. Chodźcie na spotkania integracyjne \. Czy właśnie idziecie do gimnazjum czy liceum czy na studia. Nie wahajcie się i idźcie. Będzie wam później dużo łatwiej. Na takie spotkania zazwyczaj przychodzi mniej niż połowa potencjalnej grupy i właśnie dlatego należy iść. Ludzie was wtedy łatwiej zapamiętają i gdy już pójdziecie pierwszego dnia do szkoły nie będziecie się czuć tak obco, no bo przecież na drugim końcu korytarza jest osoba którą już znasz.

Co u mnie? Na imprezie wydziałowej rozpoczęłam ciekawie zapowiadającą się znajomość z gościem z mojego kierunku. Mimo że jak to zwykle ja, mam problem z odezwaniem się, to i tak jest miło i póki co on nie ma chyba z tym większego problemu.


Także jeszcze raz integrujcie się :)


środa, 25 września 2013

Księżyc w pełni...

Dziś nie zamierzam iść spać. Wytrzymam do rana. Czemu? Bo mam taką możliwość, a to zdarza się bardzo rzadko. Zawsze wolałam noc. Dzień jest jakiś nudny.
Więc robię sobie maraton filmowy i oglądam co się nawinie.

W piątek inauguracja roku akademickiego więc trzeba się zrelaksować nim zaczną się studia.
Stres, strach... ehh aż nie chcę o tym myśleć, masa obcych ludzi, myśl że nikt mnie nie polubi....

Ale dziś o tym nie myślę. Dzisiaj zapominam o smuteczkach :)



sobota, 14 września 2013

Tańczmy do rana.

Jest lepiej. Czuję się lepiej, sypiam lepiej. Zaczynam żyć- takie odnoszę wrażenie.

Tak kolejny post o imprezowaniu. Nie chcę żebyście sobie pomyśleli, że nagle mi odbiło i jedyne co robię to picie. Jeszcze kilka miesięcy temu wieczory spędzałam w domu płacząc i użalając się nad sobą. Odkąd zaczęło się to całe imprezowanie poznałam wielu ludzi, podleczyłam się z kompleksów, przestałam się przejmować co inni o mnie myślą( bo skoro chcą ze mną spędzać czas to chyba jestem ok). 

Uważam że przeszłam długą drogę od bycia bardzo nieśmiałą i bardzo aspołeczną osobą, a jeszcze długa droga przede mną. Jak już kiedyś wspomniałam, dzięki alkoholowi znikają hamulce, które mam na trzeźwo. Staję się otwarta. Oczywiście nie chciałabym, żeby to było jedyne rozwiązanie mojego problemu z ludźmi ale od czegoś trzeba przecież zacząć. Bo przecież jestem cały czas tą samą osobą, więc bez alkoholu też nie powinnam mieć problemów z rozmawianiem z innymi.

Kilka dni temu pierwszy raz w życiu poszłam do klubu. Spodobało mi się, praktycznie nie schodziłam z parkietu. Tańczyłam z obcymi facetami, i chyba coś sobie uświadomiłam.
Nie potrzebuje mieć chłopaka żeby móc cieszyć się z życia, przeciwnie zaczynam myśleć że nie jestem gotowa na związek. Kidy słucham jakie problemy mają znajomi w swoich myśle sobie 'nie zniosłabym czegoś takiego'.

Chcę najpierw się wyszaleć, a kiedy będzie na to lepszy czas? Przecież młodsza już nie będę.




Co prawda jest jeden mały problem. A mianowicie kiedyś powiedziałam sobie, że nie będę jedną z tych dziewczyn, które się upijają i całują z byle kim. Że nie będę potrzebowała alkoholu żeby się dobrze bawić.

Ale z drugiej strony to chyba nic złego trochę wypić i zaszaleć. Tak jak ktoś napisał mi ostatnio w komentarzu trzeba zachować umiar. Jeśli nie upijasz się do nieprzytomności i przestrzegasz swoich zasad i wartości to wtedy nie ma problemu.

Zresztą jedyne co się liczy to przebywanie z ludźmi których się lubi.

środa, 28 sierpnia 2013

Be careful what you wish for...

Alkohol zabija rozum, jak to ktoś napisał w komentarzu pod ostatnim postem. Coś w tym jest. Myślimy w zupełnie inny sposób, a może raczej nie myślimy. Pozbywamy się wewnętrznych hamulców, a nawet nie czujemy bólu.

Poprzedni tydzień był... dosyć przygodowy dla mnie. Dwie imprezy, na jednej całowałam się z pewnym facetem, na drugiej przytulałam się z innym. Cóż, najprawdopodobniej żadnego z nich już nie spotkam. Jak tak się zastanawiam to nawet było miło, zwłaszcza z tym drugim. Bo ten pierwszy trochę się narzucał, ale nie byłam w stanie trzeźwo myśleć.

I nie wiem czy przewiduję przyszłość, czy nagle zaczęło się dziać to co chcę żeby się działo ale..... przed pierwszą imprezą wyobrażałam sobie sytuację w której się potem znalazłam, i to właśnie z tym gościem. Tyle, że nie potoczyła się tak jak chciałam, a wręcz w niepokojącym kierunku.

Ale przecież o tym cały czas mówię, tego chce, znaleźć faceta, który się mną zainteresuje, będzie mnie przytulał, całował. Więc w czym problem? Ano w tym, że nie zawsze to czego chcemy okazje się być dla nas najlepszym rozwiązaniem.


Czy w takim razie powinniśmy żałować, że czegoś chcieliśmy bo się nieudało? Czy ja żałuję? Nie. Już od jakiegoś czasu żyję nieżałując tego co robię, nieważne co zrobię. Bo co nam przyjdzie z żałowania, niczego to przecież nie zmieni. Przynajmniej będzie coś zabawnego do opowiadania, miłe chwile do wspominania, no i oczywiście nowe doświadczenia a tego nigdy nie za mało.


Ale jednak uważaj czego sobie życzysz, bo może się okazać, że wcale tego nie chcesz...

wtorek, 20 sierpnia 2013

Przydałoby się trochę ogarnąć.

Bo przez ostatnie tygodnie moim jedynym zajęciem jest lenistwo. Siedzę przed komputerem od rana do wieczora. To smutne. Serio. Jak się nad sobą zastanowię to nic dziwnego, że mam kompleksy i uważam się za nudną osobę. Przecież nie mam żadnych zainteresowań, hobby. Chociaż... lubię oglądać filmy i oglądam ich dużo no ale to znowu sprowadza się do siedzenia przed komputerem lub telewizorem. Cholera ja chce coś zrobić ze swoim życiem tylko nie wiem co...........


Bałagan w pokoju, książka która od roku leży i czeka aż ją skończę, matka która karze mi postprzątać po remoncie, a ja siedzę czuję beznadziejność mojej sytuacji. I to przytłaczające uczucie, że do niczego się nie nadaję, że nie znajdę nic w czym jestem dobra.

Ehh aż mam ochotę sięgnąć do lodówki po wino...

czwartek, 8 sierpnia 2013

Don't worry, don't cry, drink vodka & fly

Czy mieliście lub macie myśli "kiedy moje życie się odmieni?", "kiedy wreszcie nastąpi jakiś przełom?", "czy ni mogę chociaż raz być szczęśliwy", "kiedy będzie moja kolej?"

Bo jeśli tak to proszę was przestańcie bo tak się nie stanie. Nie kiedy desperacko tego pragniecie. Wiem to z autopsji. Im bardziej pragnę być szczęśliwa tym większa depresja mnie dopada, dlatego najlepsze co można zrobić to mieć wyjebane. Zająć się sobą, swoimi sprawami i przypadkowo spotka was coś dobrego.

"Kiedy przestaje ci zależeć dostajesz wszystko"
Oczywiście nie mówię, żeby leżeć w łóżku i czekać na księcia z bajki bo to się oczywiście nie stanie, ale chodzi mi żeby nie wyczekiwać, nie mieć oczekiwań , które i tak się nie spełnią. Bo po co? Żeby się rozczarować? Zdołować jeszcze bardziej?
Tyle ludzi mówi życie jest beznadziejne, nikt mnie nie lubi, umrę samotnie. Wiem bo sama niedawno byłam w tym miejscu. Ale kurcze dajmy sobie spokój nie można przewidzieć co wydarzy się jutro a co dopiero jak skończy się nasze życie kiedy mamy tylko 19 lat( tak mam konkretne osoby na myśli i nie one nigdy tego nie przeczytają :) )

Także powinno się żyć z dnia na dzień, ciesząc się chwilą i ludźmi którzy wprawiają nas w dobry nastrój. Bo jak już nie raz mówiłam kiedyś będzie lepiej


P.S. Dobra impreza też nie jest zła.

sobota, 20 lipca 2013

Diabeł nie śpi z byle kim.

3 w nocy. A może nad ranem, sama nie wiem. W każdym razie czy może być gorsza pora na przebudzenie się? Obudzenie .. nie wiem...
Od dawna mam problemy ze snem. Albo nie mogę zasnąć, albo budzę się właśnie mniej więcej o 3 i nie mogę spać przez dwie, trzy godziny.


Najgorzej jest, kiedy wszystkie dręczące mnie w dzień myśli zaczną się odzywać. Wtedy krzyczą znacznie głośniej niż w ciągu dnia. Jest ich więcej są gorsze... chyba.

Szkoda, że nie widać gwiazd, że chmury je zasłaniają. Wtedy wyszłabym na zewnątrz. O tej porze jest tam cicho, spokojnie, żadnych samochodów, głupich ludzi, wrzasków. Niemalże nieskazitelna cisza. I tylko ten kojący szum liści.

Dlaczego mózg musi być taki złośliwy, kiedy chcemy spać. Dlaczego nie możemy tych myśli po prostu wyłączyć.
I jeszcze ten kompletny chaos. W jednej minucie myślę o 10 rzeczach. To bez sensu, a poza tym, nic z tego rozmyślania nie wynika. Nie dochodzę do żadnych nowych wniosków, więc po co?




No dobrze, a teraz się położę, pomęczę jeszcze trochę, zasnę za parę godzin. A rano usłyszę 'śpisz do południa masz chodzić spać wcześniej'. Taa jasne jak gdyby to miało coś zmienić.
Znasz to? To łączmy się razem w bólu i cierpieniu. Może razem wytrwamy do rana.

sobota, 13 lipca 2013

Intensywne ostanie 12 miesięcy.

Gdy przypominam sobie jak wyglądało moje życie 12 miesięcy temu, to nie chce mi się wierzyć, że aż tyle się zmieniło. Mimo wszystko, uważam że na lepsze.
Jasne miewałam załamania i dołujące myśli, momentami czułam się olewana ale ten czas był naprawdę emocjonalny dla mnie. Piszę to dziś, bo właśnie około rok temu nastąpił pewnego rodzaju przełom w moim życiu.

Przyjaciółka przeżywająca pierwszą miłość, ja poznająca nowych ludzi, zacieśniająca więzy z już znanymi, zaprzestanie ukrywania tików, znalezienie pracy.

I co ważne zdałam sobie wreszcie z czegoś sprawę. A mianowicie że ludzie jednak są w stanie mnie polubić. Że nie jestem beznadziejna, żałosna i niepotrzebna. Że mogę kogoś obchodzić.

Całowałam się. Co prawda to było bardziej cmoknięcie niż faktyczny pocałunek. On mi nawet powiedział, że nie umiem się całować, 'Wiem'.

Odważyłam się powiedzieć przyjacielowi, że 'lubię' go i to bardzo. Co z tego, że on mnie nie, powiedziałam to w końcu.

Zdałam maturę i dostałam się na studia. Będzie masa nowych ludzi- wiem to ale boję się znacznie mniej niż kilka miesięcy temu.


Niesamowite ile można odkryć, nauczyć się w rok. Jakie wyciągnęłam wnioski? Życie to jedna wielka zmiana. Raz na gorsze raz na lepsze - nic nie pozostaje takie samo na zawsze. I dobrze bo było by nudno. I właśnie to chciałabym przekazywać ludziom.
Choć teraz jest źle i będzie pewnie jeszcze przez jakiś czas, może tydzień, miesiąc, a może trzy lata. I choć ludzie będą Cię gnębić a mózg wmawiać okropności pamiętaj, naprawdę kiedyś się polepszy.
Spojrzysz w przeszłość i będziesz dumny z siebie, że przetrwałeś te chwile. Gwarantuję to, a jeśli tak nie będzie to pod koniec życia przyjdź do mnie z reklamacją :)

Sama wciąż szukam swojej drogi, ale jestem pewna, że ją znajdę. I że znajdę osobę której droga będzie równoległa do mojej i pójdziemy razem.



"Bądźcie sobą.
Bądźcie dumni z tego, kim jesteście. 

I nawet, jeśli to brzmi banalnie, nie dajcie sobie wmówić, że nie jesteście piękni... "

czwartek, 11 lipca 2013

studenckie zycie

Jeju ze stresu nawet nie napisałam o tym na blogu. Jutro 12 lipca a to oznacza wyniki rekrutacji na studia.

MAM MEGA STRESA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! i trochę panikuję







P.S. nie będę dodawać nowego posta jak kogoś interesuje czy się dostałam na kierunek, którego nie zdradzę, żeby pozostać anonimową( choć to i tak bez sensu, bo kto mnie zna i by tu wszedł wiedział by od razu, że to ja jestem autorką ale co tam) to wpadnijcie później :)


Edit: Dostałam się. Rany a tak panikowałam. 

środa, 10 lipca 2013

Nie żałuj, że Ci się nie udało. Ciesz się, że próbowałeś.

 
chodzi oto że cie lubię, tak bardzo”
tak bardzo?”
taa”
domyślałem się
...”
wiesz ja cie lubie ale jak przyjaciółkę

 Staliśmy jeszcze chwilę na przystanku aż jego tramwaj nadjechał. Przytuliliśmy się na pożegnanie.


 Nie żałuję. Absolutnie nie żałuję tego co zrobiłam. Odważyłam się. Patrzyłam mu w oczy, byłam trzeźwa. Poczułam ulgę, czuję się silna i odważna. Zero łez i zero smutku- no bo przecież nie ma powodu. Nie boję się też, że w przyszłości będzie niezręcznie.

Jak już mówiłam czuję ulgę, teraz mogę ruszyć na przód i przestać myśleć 'co by było gdyby'.
Dwa, trzy tygodnie i to zauroczenie w końcu minie. Ale tak na dobre. Jesteśmy przyjaciółmi i mi to pasuje.





To by było na tyle, mam nadzieję, że ostatnie posty was nie zanudziły, postaram się wkrótce dodać jakieś zwykłe przemyślenia, których swego czasu dodawałam tu sporo i nie zanudzać was już aż tak moim życiem miłosnym :)

wtorek, 9 lipca 2013

Wielki dzień-mega stres

To dzisiaj. Dzisiaj spotykam Pana Zauroczenie i mu powiem. Znaczy zamierzam mu powiedzieć. I nie mam pojęcia jak to zrobić.
No jak powiedzieć komuś z kim kumplujesz się rok, że od początku coś do niego... no właśnie nie wiem jak to określić. I tu jest problem. W języku polskim jest za mało słów i wyrażeń określających co się czuje. No i boję się, że jeśli on nie myśli tak samo o mnie to kiedy znowu będę go widzieć będzie niezręcznie.

O rany zostało tylko kilka godzin....
Panikuję. Jestem aspołeczną panikarą- taka jest prawda.
I ten sen... śniło mi się, że się z nim spotkałam ale mu nie powiedziałam. Jeden z najbardziej stresujących snów jakie miałam.

Nie powiem mu, że się w nim zakochałam bo moim zdaniem to za mocne słowo.
Hmmm.... że jest moim zauroczeniem... tak w ogóle można powiedzieć?

"Wszystko byłoby prostsze, gdyby ludzie nie bali się mówić wprost o swoich uczuciach, żalach myślach."

czwartek, 4 lipca 2013

Najpierw uporządkujmy swoją przeszłość.

 W pewnym sensie ciąg dalszy poprzedniego postu, także kto nie czytał to zapraszam.

Ten pierwszy- mówmy na niego Zauroczenie. No i ten drugi. Ktoś powiedział o nim Niezdecydowany.
Trzeba coś wyjaśnić. Ja muszę sobie coś wyjaśnić. Tylko nie jestem pewna czy będę potrafiła.



Zauroczenie. Znamy się od miesięcy. Nie na wylot, ale wystarczająco. Przegadaliśmy wiele godzin(jak wiecie na fejsie :/), siedząc do pierwszej w nocy, ja z uśmiechem na twarzy. I nie ważne co zrobiłeś, nie chciałeś źle, ja wiem. I myślę o tobie. Od samego początku. Dość często. Zwłaszcza o tamtej imprezie, kiedy się przytulaliśmy, leżeliśmy razem, i chcę tego znowu. Tylko mam obawy... że nie mam u ciebie szans....



Niezdecydowany. Z nim mam problem.  Znamy się zbyt krótko. Było z nim dobrze,wesoło, miło.  Polubiłam go ale poczułam się odrzucona. I teraz zastanawiam się nad pytaniem przyjaciółki. Czy to było z desperacji? Nie wiem. Może trochę. Zainteresowałeś się mną, myślałam, że coś z tego będzie ale... chyba myślałeś, że jestem inna. Możliwe, że patrzyłeś na mnie przez pryzmat tego jak zachowuję się po wypiciu, lub przy niej. Przy niej zawsze jestem otwarta. Więc może to był błąd.



Może w tamtą niedzielę, kiedy wybrałam Niezdecydowanego z myślą, że przecież Zauroczenie nie zwróci na mnie uwagi... może to był zły wybór.

Nie chcę gry na dwa fronty. Nie jestem taka.

 "You can have anything you want if you are willing to give up the belief that you cant' t have it."

Pan Niezdecydowany póki co się nie odezwał. Może to i lepiej, oboje musimy jeszcze trochę to przemyśleć. Pan Zauroczenie natomiast wyjechał, ale wróci niedługo. I chcę się z nim spotkać. I chcę mu powiedzieć. I chcę zobaczyć jego reakcję, nawet jeśli to miałoby być dla mnie najgorszym koszmarem. Bo czuję, że nie dam sobie z nim spokoju, że nie przestanie być zauroczeniem póki nie spróbuję. Póki nie dowiem się na pewno, że nie mam szans.



wtorek, 2 lipca 2013

Może jednak źle wybrałam?

"Jak łatwo jest coś zniszczyć jednego dnia."

"Tego nie da się nazwać związkiem". Sam tak powiedział.
I ma rację. Trzy dni po dwóch tygodniach znajomości to nie związek.
"Chyba za bardzo się pospieszyliśmy".
I znowu- ma rację. Tylko, że mógł pomyśleć o tym trochę wcześniej.

Ogólnie sprawa wygląda tak: mamy dać sobie czas na poznanie się. Stwierdził, że nie jest jescze gotowy na nowy związek. Cóż jego poprzedni rzeczywiście źle się zakończył ale minęło sporo czasu.

Nie wiem czy to nie jest też trochę przez to, że  milczałam większość czasu. Ale ja tak mam. Nie wiem co powiedzieć, no i znam go dwa tygodnie więc nie umiem się otworzyć. I mam trochę poczucie, że to też miało wpływ na to co powiedział, że sądził, że jestem inna. Sam raz powiedział, że jestem otwarta, ja się zdziwiłam bo nie jestem.

I nie jestem do końca przekonana czy dobrze zrobiłam. Czy dobrze zrobiłam decydując się na spotykanie z nim. Bo tak naprawdę to zauroczenie nie minęło. Ono jest gdzieś tam, już od roku. Nie odchodzi, wręcz wraca silniejsze.
I nie wiem co mam robić. Odważyć się, zaryzykować i nie żałować przez resztę życia, że nie spróbowałam? Czy przestać myśleć o przeszłości, o tym zauroczeniu i starać się teraz?
Jest mi smutno, poczułam się odrzucona. I najgorsze jest to, że przez większość czasu nie myślę o nim ale właśnie o tamtym zauroczeniu.

'nie byłeś odskocznią, byłeś próbą normalnego życia'
Wahałam się czy wybrać Ciebie, czy dawne ale jak silne zauroczenie. Wybrałam Ciebie. Chciałam, żeby się udało. Teraz mam wątpliwości czy dobrze zrobiłam. Mam poczucie, że wziąłeś mnie za kogoś kim nie jestem. Mówisz że to ja powinnam pracować nad sobą, tym że jestem aspołeczna. Ale to ty żyjesz przeszłością. Ty masz problem.

____________________________________________________________________________
Ten blog miał być moją tajemnicą. Nikt kogo znam w realnym świecie nie miał wiedziać o jego istnieniu. Teraz nie wiem. Jestem ciekawa co zrobiliby ludzie gdyby się dowiedzieli, że już prawie pół roku piszę o sobie w internecie. Nie potrafię powiedzieć o co mi chodzi. Inaczej jest kiedy piszę tutaj.
Może gdyby ludzie przeczytali mojego bloga.... zrozumieliby mnie... choć trochę.......

poniedziałek, 1 lipca 2013

Let's get older

Post wyjątkowy, dziś największe święto w roku. Co prawda jedynie dla mnie ale przecież to o mnie dzisiaj chodzi.
Czuje się staro, jednocześnie zdając sobie sprawę z tego jak młoda jestem i jak wiele przede mną.

Ale moje życie zmierza w dobrym kierunku.

 Nie jestem już tą smutną dziewczyną którą byłam jeszcze rok temu. Mam przyjaciół i znajomych których uwielbiam.  Mam chłopaka przy którym czuję się niemalże całkiem szczęśliwa.
No i muszę chyba zmienić trochę tekst po prawej w "A kim właściwie jestem?". Ludzie całowałam się!!!! Zajebiste uczucie, polecam wszystkim ;p

A tak na serio to teraz wiem, że złe chwile trzeba przeczekać, nieważne ile one trwają. I że na każdego przyjdzie czas. Każdy będzie miał szansę na szczęście.



Spokojnie, blog nie stanie się teraz różowo czerwony i nie będzie misiów i serduszek. Wciąż jestem tą samą dziewczyną którą byłam. Nadal mam problemy z psychiką z którymi walczę. I wiem że jest dobrze i że będzie jeszcze lepiej.

PAMIĘTAJ CHOĆBY NIE WIEM JAK BYŁO ŹLE, BĘDZIE LEPIEJ. ŻYCIE JEST PIĘKNE!!!

sobota, 29 czerwca 2013

We all just want to mean something to someone

 A miało być tak dobrze. Znaczy jest dobrze ale oczywiście mój mózg i moje myśli muszą to psuć.
Dzieje się dużo, znajomość z chłopakiem opisanym tu zmierza w dobrym kierunku. Kiedy się nie widzimy jest tęsknota. "widzimy się jutro?" "koniecznie" "kiedy i gdzie?"

I tu jest pies pogrzebany. No bo ja totalnie nie wiem co odpowiedzieć. Jestem w tym nowa i nie umiem się odnaleźć.

Proponował wypad nad jezioro ale odmówiłam(płeć kobieca mnie zrozumie).
W kawiarni byliśmy, kino odpada, wole z nim rozmawiać i patrzeć mu w oczy... ehh nie wiem nie mam pomysłów. I się dołuję, bo boje się, że pomyśli sobie o mnie, że jestem jakaś do kitu.

No i jeszcze myśl, że on miał wcześniej związki mnie trochę stresuje. Czasem nie wiem jak mam się zachować.


Nie chce tego spieprzyć ale naprawdę nie wiem co robić. Jemu na pewno nie będzie odpowiadało, że to on za każdym razem(no dobra póki co raz wymyślał ale jak wiecie jestem stuknięta) wymyśla co robimy.


piątek, 28 czerwca 2013

Matura to bzdura - czas na wyniki :/

A jednak. ZDAŁAM!!!

Tak się martwiłam o polski jak się okazało zupełnie niepotrzebnie. Teraz tylko wpisać wyniki w rekrutacji na studia i pozostaje tylko czekać.

Oczywiście mogłoby być lepiej ale też gorzej. Zawsze uważałam się za przeciętną w nauce też, więc jestem w sumie z siebie zadowolona.

No i co ważne wszyscy ważni dla mnie ludzie, którzy również zdawali maturę w tym roku też zdali.





P.S. Ehh życie jest piękne, rozglądajcie się bo nigdy nie wiadomo kiedy zmieni się na lepsze :)

poniedziałek, 24 czerwca 2013

o 180º w 48 godzin

Zacznę nietypowo a mianowicie od tego, że jak wypiję to się przytulam do ludzi.
Jeszcze należałoby wspomnieć, że na szkoleniu do pracy poznałam fajnego faceta i przyjaciółka niby mówiła, że się mną interesuje no ale ja jak to ja mam niską samoocenę i nie wierzyłam. No ale dobra, gadaliśmy na przerwach i w sumie było fajnie.

Tyle na wstęp przejdźmy do konkretów. W sobotę byłam na imprezie u chłopaka przyjaciółki. A tam był osobnik opisany w tym poście i chyba o tym nie wspominałam rok temu był moim zauroczeniem. Na początku była sytuacja zupełnie jak w tamtym poście ale jak wypiliśmy( a właściwie jak ja po wypiciu odważyłam się zacząć temat) to sobie wszystko wyjaśniliśmy. W międzyczasie alkohol przemówił i przyznałam się na głos, że uważam, że koleś ze szkolenia jest fajny. A potem zaczęłam się przytulać do zeszłorocznego zauroczenia. I to nie było tak, że nie wiadomo jak się spiłam, byłam absolutnie świadoma wszystkiego, wiedziałam co robię, mówię i byłam zadowolona. Po prostu nie miałam taki hamulców jak na trzeźwo, a że jestem trochę a-społeczna to te hamulce są duże. A przytulając się do niego czułam się tak zajebiście i pomyślałam sobie tak mogłoby być już zawsze. I jak teraz sobie to przypominam ogarnia mnie mega zadowolenie.

Co było rano? Cóż.. po pierwsze zauroczenie sprzed roku wróciło, no i nadal sądziłam, że koleś ze szkolenia jest fajny.
Miałam dylemat. Przyjaciółka radziła darować sobie to zauroczenie. I mój rozsądek też tak radził. I tak zrobiłam po rozmowie z tym chłopakiem. Dzisiaj spędziliśmy pół dnia razem(no dobra z czego pół tylko we dwójkę) i było zajebiście. No przyznaje dzisiaj też wypiłam i byłam bardziej otwarta ale może to i lepiej bo nie ma takiego hamowania się i niepewności 'czy ja dobrze robię?' , 'jak zareaguje' itp. Przytulaliśmy się i to bardziej niż z tamtym w sobotę. Przy nim byłam o krok od szczęścia serio, i zapomniałam o problemach, a moje tiki... cóż nie czułam, że je mam. Chyba trochę były zmniejszone.  Może tan blog nie będzie już aż taki smutny...

Tak więc podsumowując. chyba nie warto żyć przeszłością bo nie oszukujmy się jak wtedy nic nie wynikło to teraz tym bardziej nic nie będzie.
Trzeba patrzeć przed siebie. Hmmm tylko szkoda, że odważna to ja jestem dopiero po piwie :/




niedziela, 16 czerwca 2013

Pięknie jak we śnie.

Poznałam chłopaka. Zagadał do mnie. Był bardzo miły, dobrze nam się rozmawiało. Spacer, kawiarnia było fantastycznie. Szkoda tylko, że się obudziłam.

Tak to mi się śniło. I teraz sobie myślę- jak źle jest ze mną, skoro mogę być szczęśliwa tylko śniąc o tym, że ktoś się mną zainteresował.

No bo dobijam do dziewiętnastki i żaden facet nigdy nawet do mnie nie zagadał. Więc coś musi być ze mną nie tak. Poza tym w swoim śnie wyczuwam nutę desperacji. Desperacko pragnę by ktoś mnie pokochał. Tylko obawiam się, że to nigdy nie nastąpi.............

Nie wiem może mam jakąś aurę która odpycha.




P.S. Co do poprzedniego posta to sprawa przybrała zupełnie inne obroty i jednak będę pracować razem z moją przyjaciółką YAY!!!

środa, 12 czerwca 2013

Forever and ever?

Najlepsi przyjaciele na zawsze. Ale co to właściwie znaczy na zawsze? Do końca życia? świata? chęci?

Mówi się, że związki na odległość nie mają szans, a przyjaźń?

Cóż moja może i nie jest na odległość ale czuję, że wkrótce przejdzie próbę.
Teraz w wakacje obie mamy pracę, a potem będą studia. Po tylu latach nie wiem czy będę w stanie przyzwyczaić się do tego, że już nie widuję jej przez większość tygodnia. A ona jeszcze będzie musiała dzielić czas pomiędzy mnie i jej chłopaka, więc obawiam się, że zejdę na drugi plan.
A to przy niej nie mam poczucia beznadziejności. Zapominam o wszystkim co mnie smuci.

Jak to ja zazwyczaj robię-zamartwiam się i przewiduję najgorsze scenariusze.
Pewnie żaden z nich się nie sprawdzi ale i tak muszę się dołować i płakać. Nie mogę przecież mieć normalnego dnia-to byłby koniec świata.

Czy przyjaźń ograniczona do pisania na fejsie, telefonów oraz widywania się raz na parę tygodni może przetrwać? Jeśli tak jak długo? No i czy faktycznie istnieje taka przyjaźń na zawsze zawsze(powtórzenie to nie błąd)? Co wy sądzicie piszcie?!







Ostatnio posty rzadko się tu pojawiały i chyba muszę nieco podkręcić tempo, dla własnego dobra.
Ten blog sprawia, że mogę się częściowo pozbierać. Chyba dzięki niemu jeszcze nie zwariowałam kompletnie. 
Jeśli ktoś to czyta- dzięki wielkie :) 

P.S.Zapraszam na moj tumblr

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Mentally fucked

Przez ostatnie parę dni myśle o tym czy nie wartoby iść do psychologa. Ale co mam powiedzieć "mamo, tato czuję się jak stuknięta, leczcie mnie!"? Iść sama-nie ma opcji.

mam myśli, wizje przyszłości- w końcu odbija mi tak, że zamykają mnie w psychiatryku.



Ale pewnie i tak wszystko zostanie tak jak jest. Będę wszystko dusić w sobie i będę nieszczęśliwa i samotna. Ciągle chce mi się płakać.

Ja wiem, że to jest użalanie się nad sobą, ale co ja poradzę, że czuję się taka beznadziejna, bezwartościowa, nudna i niepotrzebna.........

czwartek, 30 maja 2013

Got the job!!!

A więc mam pracę! Yay nie spodziewałabym się, że po 3 dniach od wysłania CV, ktoś zadzwoni także jest świetnie. Pracuję jako konsultant telefoniczny.

Są plusy i musy tej pracy. Przede wszystkim takiej osobie jak ja jest ciężej wykonywać taką pracę, ponieważ nie mam "gadane" i niełatwo jest dzwonić do obcych ludzi i próbować im coś sprzedać.

Ale sądzę, że właśnie dlatego dobrze, że przez najbliższe kilka miesięcy będę tam pracować bo być może nauczę się rozmawiać z ludźmi i może nie będę już tak ciągle siedzieć jak kołek i milczeć.

No zobaczymy, mam nadzieję, że mi dobrze pójdzie......
Tak szczerze mówiąc to wciąż nie dowierzam, że mam pracę, czuję się trochę staro przez to ;p

sobota, 18 maja 2013

Chcę a boję się...


Coś mnie zastanawia... a mianowicie w internecie krąży plotka. Człowiek, który ma zespół Tourette'a zapalił marihuanę i na tydzień pozbył się tików. Znajduję wpisy ludzi, którym to pomaga, innym wręcz przeciwnie.

Nie powiem ostatnio dużo myślę o tym czy gdybym miała okazję, to czy zapaliłabym?
Wiem palenie nie jest dobre. Ale na pewno bardziej szkodzą papierosy.


Chciałabym a boję się. Chciałabym sprawdzić czy jest jakiś efekt. Ale jednocześnie się boję, że jeżeli efekt będzie taki jak chcę to będę chciała zapalić jeszcze raz a potem następny.

Staram się zaakceptować to kim jestem, ale jednak chciałabym zobaczyć, poczuć choć przez jeden dzień jak to jest...... jak to jest nie mieć tików.


I tak jeszcze na koniec stonka którą znalazłam. Kilka pierwszych zdań daje do myślenia o dzisiejszym świecie http://nachoroby.blox.pl/2013/03/Co-leczy-marihuana.html


Ostatnich parę dni było ciężkich mam lekkiego doła nie wiem czemu. Siedzę i gapię się w ekran. Co robię? Sama nie wiem. Głównie przesiaduję na tumblrze (czy jakkolwiek się to odmienia), i tam wylewam moje smutki. A właśnie tu macie link

czwartek, 16 maja 2013

Najdłuższe wakacje

Czy ktoś z was narzeka na brak czasu? Za mało godzin w dobie, za mało dni w tygodniu? Za krótkie miesiące? Na pewno nikt nie sądzi że wakacje są za krótkie. Na wakacje czekamy długo a potem mijają one błyskawicznie. Ale czy wszystkie?

To się niedługo okaże ponieważ od piątku zaczną się najdłuższe wakacje w moim życiu(wykluczając opcję że kiedyś będę długo bezrobotna). Ostatni egzamin maturalny a studia zaczynają się w październiku. 4 miesiące wakacji. Fajnie co nie? Tylko nigdzie nie wyjeżdżam Ehh tylko co ja z tym czasem zrobię?

Cóż planuję znaleźć jakąś pracę. Kasa zawsze się przyda a nie chcę spędzić całego tego czasu przed komputerem. Żadnych pasji, zainteresowań - jestem nudna :(
Tak więc pozostaje robota. Nie wyobrażam sobie co mogłabym robić. Nie przepadam za obcymi ludźmi także może być ciężko.
Trzymajcie kciuki żeby mi się udało!

poniedziałek, 13 maja 2013

to be honest...... I'm not ok

Wczoraj było źle, naprawdę źle. Moment załamania, którego nie byłam w stanie powstrzymać. Od rana miałam kiepski humor i z niewyjaśnionych przyczyn  było mi smutno. Od paru dni miałam ochotę ryczeć, sama nie wiem czemu ale nie było na to czasu. Tak wiem to aż śmieszne- nie znalazłam czasu żeby płakać. Aż do wczoraj. Coś we mnie pękło. Łzy płynęły, a ja siedziałam z tępym wzrokiem gapiąc się w stół.


Nie mam pojęcia dlaczego płakałam. Uczucie samotności, beznadziejności, pustki, niespełnienia? Sama już nie wiem. Czy płakałam z konkretnego powodu? Być może, ale chyba nie chciałam go znać.

Najgorsze jest to że moja matka sądziła, że ja się stresuje maturą. Od wielu dni, gdy mi się coś pyta mówię obojętnie, nie obchodzi mnie to, mam wszystko gdzieś, więc jak można pomyśleć, że stresuje się maturą. Owszem trochę miałam(a jednak) stresa przed ustnym polskim (btw zdałam na 70% lol uczyłam się ok 5 godzin!) ale na resztę matury mam totalnie wyjebane. Serio co za różnica jak mi poszło. I tak po skończeniu jakichkolwiek studiów dostane prace w zupełnie innym zawodzie. I tak nas czeka biedronka lub mcdonald So Who Cares Anyway?


I niby nie jest źle. Ostatnio nie czuję się jakoś olewana, ludzie ze mną gadają, w planach jest wyjście do klubu, domówka. Więc czemu tak się czuję, czemu chce mi się płakać. Czemu wciąż czuję tę cholerną pustkę w środku?!?!

Moje smuteczki codziennie tylko na http://mylifesometimessucks.tumblr.com/

wtorek, 7 maja 2013

Przyszłość od tego zależy a ja nie zdaję sobie z tego sprawy.


 Trochę za długu tytuł, nie spodziewałam się że taki będzie no ale coż... miłego czytania.

Znowu temat matury. Teraz wszędzie gdzie się da gadają o tym. Radio, telewizja, internet a na ulicy ludzie w strojach galowych.

Wciąż nie dociera do mnie, że napisałam maturę, i że jutro, i pojutrze będę pisać kolejną. Dla mnie to wciąż jak jakiś sen i nie mogę się obudzić. Przyznaję nie przygotowałam się tak jak mogłam. Nie chciało mi się. Wydawało się to takie odległe "oh jeszcze tyle tygodni na pewno zdążę".
Ale czy do matury naprawdę można się przygotować? Jasne powtórki z najważniejszych rzeczy ale przecież w głównej mierze zda ten kto ma szczęście, trafi na odpowiednie pytania i wykombinuje odpowiedź. Matura tak naprawdę nie może sprawdzić całej wiedzy bo nie pyta o wszystko.
Jak od testu trwającego 170 może zależeć to czy pójdziemy na studia i dostaniemy prace?
Moim  zdaniem największym bezsensem jest matura z polskiego. I pisemna i ustna(której btw jeszcze nie skończyłam a egzamin mam w ten piątek więc chyba będę miała co robić w sierpniu). Pisemna nie sprawdza absolutnie żadnej wiedzy. Rozumienie tekstu? Wystarczy mieć szczęście i natrafić na łatwy tekst. Odpowiadanie własnymi słowami? Nie potrafię wyrazić słowami tego co myślę i czuje a mam napisać o co chodzi w tekście? Ta jasneee. No i oczywiście moja... chyba ulubiona część- znajomość lektur. Ahh godziny spędzone na czytaniu bzdur nie żyjących już nudziarzy( ewentualnie na czytaniu streszczeń, ewentualnie jak w moim przypadku olewka hehe)co i tak się potem nie przydaje. Egzamin ustny? Jedni męczą się miesiącami inni kupują gotowe, no i można jak ja oraz wiele innych osób robić ją na ostatnią chwilę i liczyć że będzie dobrze.




Mimo kiepskiego humoru przez ostatnie parę dni jestem zaskoczona humorystycznym charakterem tego posta. Tak na prawdę nie pozostaje już nic innego jak śmiać się z matury a potem czekać na wyniki.
Chciałam się przygotowywać porządnie do matury, naprawdę ale jakoś tak........ straciłam zapał. Straciłam chęci bo.... już chyba nie wierzę, że będę szczęśliwa. Co ma matura do szczęścia? Cóż miałam zdać świetnie dostać się na studia a tam poznać masę znajomych, imprezować, szaleć, zakochać się..... chyba pierdole już to wszystko.








sobota, 4 maja 2013

Head up, stay strong, fake a smile, move on.

Ehhh sama nie wiem od czego zacząć, jak to opisać. Niby było świetnie, ale jednak coś musiało się posypać. Jak zawsze w tym popapranym życiu.

No dobra więc spróbuję od początku. Wyszliśmy sobie na miasto: ja, moja przyjaciółka, jej chłopak i jego przyjaciel a mój  kolega(znajomość opierająca się głównie na gadaniu na fejsie, także widziałam go po raz 3. Piwo, spacer po mieście i wygłupy. W sumie nic niezwykłego, dobrze spędzony czas.

W tym momencie muszę podkreślić, że naprawdę mam problem z ludźmi i ciężko jest mi się otworzyć i normalnie gadać. Ale  póki przy piwie siedziałam obok przyjaciółki było ok bo przy niej potrafię się wyluzować. Inaczej jest przy tym koledze co mu chyba trochę przeszkadzało no ale nieważne.
Chodzi o to, że on nie wiedział, że mam tiki. No więc łazimy aż w końcu on zapytał mnie dlaczego tak dziwnie ruszam ręką. I potem było spoko. Do czasu. Do czasu kiedy w pewnym momencie staliśmy w parku, w milczeniu a on zaczął mnie... naśladować jakby. Nie wiem czy to miało być śmieszne czy co. Dla mnie na pewno nie było. I w sumie potem atmosfera troszkę się popsuła.

I sama nie wiem co o tym myśleć. Z jednej strony jestem trochę urażona jego zachowaniem i przez głowę przemknęła mi myśl żeby zakończyć tą znajomość. Ale wiem że to nie jest rozwiązanie. Z drugiej strony lubię go, fajny z niego kolega, a przynajmniej tak myślałam.

Nie rozmawiałam(hmm raczej nie pisałam) z nim o tym i nie wiem czy będę w stanie. A właśnie to mi poradziła moja przyjaciółka. Żeby mu powiedzieć jak się poczułam.
Jak już mówiłam przemknęła mi myśl aby zakończyć tą znajomość ale jej słowa przekonały mnie żeby tego nie robić "ludzie nie wiedzą jak się zachować przy osobach z tikami". Nigdy sobie tego nie uświadamiałam. Te wszystkie przykre sytuacje z mojego życia......


Na pewno nie mogę udawać że go nie znam.
Już kiedyś przecież odcięłam się od wszystkich takich ludzie w efekcie czego totalnie zamknęłam się w sobie.
Nie mniej jednak nadal nie wiem co zrobić. Nie wiem czy on nadal mnie obchodzi. Nie chcę odezwać się pierwsza ale wygląda na to że on też nie zamierza do mnie napisać. I w tym momencie zaczynam się zastanawiać...... zależy mu na tej znajomości czy też nie?


poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Wczo­raj już nie wróci, dzi­siaj sie nie powtórzy, a jut­ro się zobaczy.

Ostatnio dużo myślę o tym jak wygląda moje życie a jak kiedyś chciałam, żeby wyglądało.
Mimo, że nie zawsze jest różowo to jednak cieszę się, że moje dziecięce marzenia się nie spełniły.

Bo kiedyś było gorzej. Kiedyś rówieśnicy naśmiewali się z moich tików.
Dawniej marzyłam o tym, żeby być jak inni, być normalną. Dzisiaj wiem, że „normalny” to pojęcie względne. Nikt nie jest normalny bo każdy jest inny.

Kiedyś najbardziej na świecie chciałam pozbyć się tików. Będąc kiedyś u neurologa pamiętam, że matka zapytała się czy to minie a on, że z wiekiem to może przejść. I oto jesteśmy 10 lat później. Nie wierze już w to. Wierzyłam, chciałam, prosiłam. Pozostało mi już tylko pogodzić się z tym i żyć najszczęśliwiej jak będę potrafiła.

Pamiętam jak bardzo chciałam akceptacji i być lubianą. Pragnęłam popularności, cóż człowiek przecież zawsze chce tego czego mieć nie może prawda?
Teraz wiem jednak, że nie liczy się ilość ale jakoś. Wolę mieć niewielu przyjaciół ale bliskich, takich na których mogę polegać. I choć mogę policzyć bliskie mi osoby na palcach jednej ręki to i tak lepszy wynik niż ten z dzieciństwa. Są to osoby z którymi nie chcę stracić kontaktu i których obecność, rozmowa wprawia mnie w dobry nastrój.


Tak więc jeśli pragniecie popularności czy akceptacji ludzi, którzy was olewają to powiem wam NIE WARTO. Ja nauczyłam się nie przejmować, szkoda że tak późno ale lepiej niż wcale. Lepiej znaleźć osobę która was lubi pomimo waszych wad. I właśnie znalezienia takiej osoby was serdecznie z całego serca życzę!!!



Cieszę się że jest jak jest ponieważ moja przeszłość ukształtowała to kim jestem
Kiedyś było kiepsko ale się polepsza.
Teraz dążę do szczęścia i głęboko wierze że mi się uda. A tutaj obrazek that MADE MY DAY!!!


czwartek, 25 kwietnia 2013

Matura - niekoniecznie bzdura ale nie dajmy sie zwariowac

dzisiaj pozytywnie!

Zdamy. Kiedyś zdamy na pewno. Jak nie w tym roku to w przyszłym a nawet mamy ich 5.


Ostatni dzień szkoły zaliczam do tych mega pozytywnych, spędzony z tymi osobami które lubię a wręcz uwielbiam po dzisiejszym dniu. Zauważyłam, że ludzie dziwnie się patrzą, na kogoś kto idzie z bananem na twarzy. A co tam olać ich!!

Jutro odbieram świadectwo. Ostatnie w swoim życiu. Coś się kończy, coś się zaczyna a wspomnienia pozostaną. I nawet jeśli kontakty się urwą, nie żałuję niczego. Nawet jeśli nie wszystkich lubiłam i nie ze wszystkimi potrafiłam się dogadać to była to najlepsza klasa jaką miałam. Ostatnie 3 lata będę zawsze wspominać dobrze.

Z każdym dniem coraz mniej się boję o to co będzie niedługo. Zaczynam nawet sądzić, że... będę umiała dogadać się z ludźmi. Szok co nie? Ja takie coś mówię, aż niemożliwe.

Jeśli czytają to maturzyści tegoroczni lub przyszło- Będzie dobrze, najważniejsze jest pozytywne nastawienie. Nie panikujcie nad matmą czy innymi przedmiotami, odetchnijcie. Inni mogą mówić co sobie chcą ale matura na pewno nie jest odzwierciedleniem wiedzy. Także spokojnie, będzie dobrze =D ZDAMY!!!

Dziś notka wyjątkowa bo bardzo radosna.... poczekajcie trochę na pewno za parę dni złapię doła. Dowiecie się o tym ;)




wtorek, 23 kwietnia 2013

Don't let the world bring you down

Ostatnio jest ze mną dużo lepiej. Jeszcze nie jest tak dobrze jak bym chciała ale jest lepiej.

Przede wszystkim już całkowicie przestałam hamować tiki i czuje się z tym dobrze. Wcześniej było tak, że przy ludziach to powstrzymywałam a po powrocie do domu nie mogłam wręcz normalnie iść.

”I'de like to toast to all those angels that were always hangin' 'round”
Nie mam już poczucia, że cały świat mnie nie lubi. Moja samoocena odrobinę wzrosła. Dostrzegam to, że ludzie chcą spędzać ze mną czas i ogromnie cieszę się z tego. Moje anioły czuwają nade mną i jestem im wdzięczna.

Czasami nadal smucę się tą samą głupotą co zawsze-brakiem chłopaka. Ale już mniej bo jednak zaczynam zdawać sobie sprawę z tego, że mogę się wyszaleć robić co chce kiedy i z kim. Nikt mnie nie ogranicza. Jedynie kiedy daje się to odczuć, kiedy dookoła widzę ściskających się ludzi, kiedy koleżanki gadają o swoich chłopakach, czuję tą samotność... ale przyjdzie i na mnie czas.


Idę ulicą z uśmiechem na twarzy. Moja samoocena nadal jest dosyć niska i momentami do mojej głowy wkradają się smutne myśli ale staram się je przegonić. Nie zwracam uwagi na krzywe spojrzenia, nie wstydzę się tików. Mniej boję się tego co będzie w przyszłości i wiem że kiedyś będzie jeszcze lepiej.

Nie poddawajcie się, pracujcie nad sobą i nie przejmujcie się porażkami a tym bardziej tym co ludzie mówią. Nie pozwólcie żeby świat was zdołował :)

wtorek, 16 kwietnia 2013

Pustka

Siedzę na korytarzu. Dookoła pusto, jedna lampa nade mną wokół ciemność. Jedynie zza drzwi czasem wydobywają się ledwo słyszalne dźwięki.
Korytarz symbolem życia. Pusty, żadnych ludzi, oni już wybrali pomieszczenia. A ja siedzę, czekam nie wiem do końca na co lub na kogo.
Korytarz symbolem życia. Trzeba wybrać drzwi, wybrać ostrożnie, rozważnie. Co będzie dalej, co będzie kiedy już wybiorę? A jeśli wybiorę źle czy będzie można opuścić salę wcześniej?

Lecz ta cisza jest kojąca, nie chcę jej zostawiać. Nie chcę odchodzić, nie chcę wybierać. Chcę być wolna. Ale z drugiej strony nie mogę być wiecznie niezdecydowana. Muszę w końcu zdecydować się jaki obrać kierunek.
Gdzie wyjście awaryjne. Gdzie moje anioły powstrzymujące mnie przed upadkiem i dodające otuchy. Wybrali. Wybrali którędy iść a ja... a ja siedzę na korytarzu. Pustym, cichym i nie ruszam się z miejsca. Nie mogę nie mam siły, nie jestem w stanie.
Boję się. Boję się tego co może być, tego co będzie. Mam nadzieję że będzie dobrze.... ale ponoć nadzieja matką głupich.

Pustka nie tylko na zewnątrz ale i w środku. Czy jest coś co ją wypełni? Coś... a może raczej ktoś...

„People change, things go wrong, shit happens, life goes on.”

I niemal codziennie zadaję sobie to pytanie Dlaczego ja? Dlaczego akurat ja musiałam się urodzić z tikami? Dlaczego to mnie muszą mnie dręczyć myśli ze nikt mnie nie lubi, ze ludzie mają mnie dosyć.
Mam ochotę wyjechać, uciec daleko. Od tych ludzi na których już prawie nie mogę patrzeć
Odnoszę wrażenie że nikomu na mnie nie zależy. Wiem że tak nie jest ale czasem te myśli...

Moje anioły co ja bez was zrobię. Teraz jesteście ale w końcu będę musiała sama stawić czoła lękom......

piątek, 5 kwietnia 2013

Już prawie koniec, co będzie potem?

Nie jestem gotowa. Psychicznie nie jestem gotowa, żeby skończyć szkołę. Jakoś wydaje mi się to nierealne. Momentami nadal bywam infantylna a tu dorosłe życie czeka. No niby są jeszcze studia i tam można się wyszumieć i jak to przyjaciel określił to "najlepszy sposób by wydłużyć młodość. Tylko boję się, że znowu będzie to samo co było w każdej szkole. Mnóstwo nowych ludzi i ja przerażona zamknę się w sobie i otworze dopiero na koniec.A teraz będzie gorzej ponieważ nie będzie żadnej osoby, którą bym znała choć trochę.

I z jednej strony wiem, że to dobrze bo chyba potrzebuje czegoś takiego, żeby przyzwyczaić się, że w życiu będą pojawiać się obce osoby. Ale strach jest. Ten co zawsze przed brakiem akceptacji, odrzuceniem.Przez tiki mam trochę zaniżoną samoocenę. Ale to też zależy od dnia, od tego w jakim humorze się obudzę.

Rozglądam się dookoła i zastanawiam czy inni też mają takie obawy dotyczące studiów.


"Po­wieki od­po­wie­dzial­ności za­mykają się przed drzwiami niedoj­rzałości i krążą po omac­ku po­tykając się o włas­ne słabości..."

Czuje i wiem że jestem dosyć nieodpowiedzialna. I ja mam zdawać egzamin DOJRZAŁOŚCI? Dojrzała nie jestem na pewno. Ale czy jest ktoś całkowicie dojrzały?

Czym w ogóle jest dojrzałość? Wiadomo każdy pojmuje to inaczej. Ja sądzę że w dużej mierze właśnie chodzi za odpowiedzialność oraz ponoszenie konsekwencji swoich czynów. Dojrzały człowiek przyznaje się do swoich błędów i słabości, i mierząc ostatnim kryterium to niewielu jest dojrzałych na świecie.


Ahh co robić, co robić.........




sobota, 30 marca 2013

Idą zmiany bo dorastamy.

Z wiekiem wszyscy się zmieniamy. Zmieniają się nasze upodobania, zachowanie, nastawienie do ludzi i życia. Zmieniamy się wraz otaczającym światem. Zmieniamy się dzięki osobom, które poznajemy.


"Jed­na zmiana przy­goto­wuje drugą."

Kiedyś byłam bardzo nieśmiałą i skrytą w sobie dziewczynką. Ale zmieniłam się. Nie jakoś całkowicie ale częściowo. Dojrzałam(trochę) i zrozumiałam pewne rzeczy, spotkałam ludzi, dzięki którym otworzyłam się trochę na świat. Pracuję nad sobą, swoją nieśmiałością.
Zmieniam swój ubiór. Z chłopczycy w kobietę.
Zmieniam swój stosunek do ludzi. Staram się ich nie unikać i nie być nastawiona wrogo.
Zmieniam swoje podejście do moich tików. Nie ukrywam ich, nie wstydzę się.

"Zmiany przyjdą na pew­no, lecz nie wte­dy, kiedy się na nie czeka.
Czasem człowiek zmienia zdanie, czasem zdanie zmienia człowieka."  

Wprowadzenie zmian w swoim życiu to ciężki proces. Wymaga dużo odwagi oraz samozaparcia. Zawsze pojawiają się obawy jak przyjmie to nasze otoczenie: przyjaciele, rodzina,znajomi. Ludzie boją się zmian
W życiu pojawia się wiele momentów, w których nie masz wyjścia - musisz coś zmienić. Znajdź wtedy wsparcie, kogoś kto będzie ciebie motywował.
Każdy potrzebuje zmian. Są one konieczne by "przeżyć" nasze życie.



Ważne jest by odważyć się na zmiany, bo tak naprawdę wszyscy boimy się zmian. Bo może się zmienić na lepsze ale co jeśli zmieni się na gorsze? Trzeba unieść głowę wysoko i powtarzać 'będzie dobrze, będzie dobrze.'


środa, 20 marca 2013

Wybaczyć nie znaczy zapomnieć...

 W pewnym sensie jest to część dalsza poprzedniego posta, także jeżeli ktoś nie czytał to zapraszam



A więc niby jest ok ale pewien niesmak pozostał. Dobra każdy robi błędy, takie życie. Tylko ona przez ten błąd straciła sporą część zaufania jakim ją darzyłam. Nie jest tak jak było i szybko nie będzie. Czy jej wybaczyłam? Jestem w trakcie.

 I to daje mi do myślenia nad zjawiskiem wybaczania. Już wcześniej uważałam, że wybaczyć nie znaczy zapomnieć ale dopiero teraz mogę to oprzeć na osobistych doświadczeniach.

"Prosić o wybaczenie jest bardzo łatwo, wybaczanie przychodzi znacznie trudniej i mało jest osób ustawiających się w kolejce, gotowych wybaczyć."

Czym tak właściwie jest wybaczenie? To w pewnym sensie darowanie winy. To przyjęcie przeprosin i zaprzestanie złości. Przynosi ulgę. Lecz nie tym, którzy zawinili a tym, którzy przebaczyli.
Sprawia, że przestajemy się zadręczać tym co się stało i zostawiamy to za sobą. Uwalniamy się. Trzymanie złości w sobie oraz innych negatywnych emocji przez dłuższy czas szkodzi nam. Dlatego uważam że warto wybaczać, o ile to oczywiście możliwe. Zdaję sobie bowiem sprawę z tego iż nie wszyscy tego chcą i są do tego zdolni. To nie jest łatwe. Najgorzej gdy cios pada od osoby najbliższej, bo w najśmielszych snach się tego nie spodziewamy, jak w moim przypadku.


Dlaczego postanowiłam jej przebaczyć? Bo jestem w stanie zrozumieć, że popełniła błąd. Bo wiem, że nie robi takich rzeczy. Wiem że sporo winy jest po jego stronie bo ma niewyparzony język i w sposób przedziwny działa na ludzi. Bo jednak cenię naszą przyjaźń tak bardzo, że jestem w stanie to zrobić, mimo że będzie ciężko.
Wybaczę jej ponieważ jest dla mnie ważną osobą, która jest przy mnie. Należy do tego niezbyt dużego grona osób, od których nie usłyszałam złośliwości na temat moich tików.
Jest moją najlepszą przyjaciółką więc jej wybaczę.


Ludzie mówili mi i pisali, że im ciężko byłoby na moim miejscu wybaczyć. Że jeśli już byłoby to ogromnie trudne. Decyzja nie była łatwa ale jednak.

A czy was ktoś zranił tak bardzo, że nie byliście w stanie wybaczyć? Czy może jednak byliście łaskawi?

poniedziałek, 18 marca 2013

Historia godna pożałowania

Dzisiaj będzie coś osobistego. Bardzo.

Jestem rozczarowana.
Jestem rozczarowana bo myślałam że przyjaźń moja i jej jest ponad takie coś.
Zostałam oszukana. Dla zakładu. Założyli się o moją reakcję na ich zerwanie. On twierdził, że zacznę wyzywać go od debili i frajerów. Nie miał racji więc ona wygrała.
Jednak nikt się nie cieszy. No bo i z czego?
Byłam zszokowana i oburzona, że mogła coś takiego zrobić. Nabić mnie w butelkę. 5 dni temu powiedziałam jej, że jest najwspanialszą osobą jaką znam. Dziś mam wątpliwości.
Czuję się oszukana i w pewnym sensie zdradzona. Wiem, że w końcu jej wybaczę ale nie od razu. Nie jestem w stanie.

On próbuje wziąć winę na siebie bo ją do tego namówił. Ale przecież się zgodziła.  Nie spodziewałam się że on ma o mnie takie zdanie. W sumie bardziej jestem zła na nią, bo jest przecież moją przyjaciółką i nie powinna robić takich numerów.
"Jak łatwo jest coś zniszczyć jednego dnia."
 Każdy popełnia błędy i każdy musi ponieść konsekwencje. Ona żałuje, wiem że szczerze. Ale wiem też, że nie mogę zachowywać się jakby nic się nie stało.
Jutrzejszy dzień będzie ciężki bo ich zobaczę. A no tak nie wspomniałam, że całe to zdarzenie miało miejsce na facebooku(!). Kiedy zobaczyłam że zmieniła status poszłam do sklepu żeby doładować telefon i do niej zadzwonić. Tak poszłam w tą śnieżycę. Okazało się, że byłam dobra na darmo. Generalnie nie mszczę się na ludziach, na których mi zależy ale w tym momencie chcę, żeby ich też zabolało. Przynajmniej w połowie tak jak mnie. Nie ukrywam, że nie obyło się bez łez.
Jak ta historia się zakończy jeszcze nie wiem, ale nasza przyjaźń została wystawiona na próbę.

A wy zawiedliście się kiedyś na swoich przyjaciołach?


piątek, 15 marca 2013

Nim bedzie za późno......



Ludzie ukrywają swoje problemy, nie chcą się przyznać że są słabi.  Ale też wypierają fakt iż mają problem. Sądzą, że ich postępowanie jest właściwe. Niestety nie zawsze tak jest. Może się okazać, że w przyszłości konsekwencje będą poważne.
Nie radzimy sobie również ze swoimi kompleksami. Obawiamy się wyśmiania i odrzucenia.
To wszystko prowadzić może do chorób i zaburzeń przykładowo: alkoholizm, narkomania, bulimia, anoreksja, depresja czy też uzależnienie od Internetu. Określane mianem chorób cywilizacyjnych.
Ale mogą też istnieć inne problemy jak kradzież sklepowa itd.


Zmierzam do tego, że jeśli widzimy, że w naszym otoczeniu jest osoba, która sobie szkodzi powinniśmy coś zrobić. Bliższy przyjaciel czy nie powinniśmy coś zrobić. Bo samemu ciężko z czegoś takiego wyjść.
Najpierw porozmawiajmy z tą osobą. Dowiedzmy się dlaczego robi to co robi. Może będziemy w stanie dać jakąś dobrą radę. Jeśli nie powinniśmy poszukać pomocy. W szkole jest najłatwiej bo można w każdej chwili iść do psychologa(wychowawcy nie polecam). Ale w późniejszym życiu nie wiadomo gdzie się zwrócić.

Ważne jest aby nie odwracać wzroku, nie udawać, że wszystko jest dobrze bo może się nagle okazać, że nie ma odwrotu. Że stan jest krytyczny.

Ta osoba będzie kłamać. Że dzisiaj nie piła, nie brała. Że zjadła śniadanie. I wierzymy w te kłamstwa. Chcemy więc wierzymy. Niestety....



Piszę to wszystko ponieważ byłam właśnie osobą, która stała obok. Wolę nie opisywać tego problemu bo nie wiem, kto to będzie czytał a chce być tak anonimowa jak to tylko możliwe. W każdym razie ta osoba szkodziła swojemu zdrowiu, a ja próbowałam przemówić do rozsądku ale chyba niezbyt się udało. Całe szczęście nie doszło do poważniejszych zdrowotnych problemów ale negatywne myśli o sobie w głowie tej osoby pozostały. Bo niby było dobrze ale nie tam w środku. Kiedy dowiedziałam się że nadal jest źle postanowiłam coś zrobić i poszłam do szkolnego psychologa.
Jednak wciąż dręczy mnie myśl że mogłam to zrobić wcześniej. Mogłam interweniować już pół roku wcześniej. Może wtedy pomoc byłaby bardziej skuteczna. Nie sądzę żeby kiedykolwiek te myśli przestaną mnie dręczyć. Bo przyjaźń to zobowiązanie, że będziemy przy tej osobie i pomożemy zawsze.

Pamiętaj! Interesuj się i INTERWENIUJ kiedy trzeba!!!

sobota, 9 marca 2013

Wszyscy sądzą, że jest ok......

 ...ale nie jest. Chcesz poznać moją psychikę? Witam w ruinach, kiedyś było tu pięknie.

Patrzę na zdjęcia z dzieciństwa. Tak wczesnego że nawet go nie pamiętam. Patrzę i chociaż wiem że to ja, nie poznaję tej osoby uśmiechającej się. Dorosłam i życie się spieprzyło.


Nie radze sobie czasem. Bywają chwile, kiedy nachodzą mnie myśli, że może jest naprawdę źle i potrzebuję pomocy. Co jeśli doprowadzę się do depresji? Ale to mija a potem znowu wraca.
Jeszcze parę tygodni temu było ze mną w miarę dobrze ale jest gorzej, a ten tydzień był bardzo zły.

" I są czasem takie dni, kiedy mam ochotę zamknąć za sobą drzwi by już nigdy nie wrócić."
Cały czas mi smutno, jestem ponura bez chęci do życia. Myślę o tym aby uciec i nie wrócić, a przynajmniej nie prędko. Kto by tęsknił? Czy znajomi zainteresowali by się? Czy rodzice by się martwili czy też wkurzyli bo obstawiam to drugie? Na te pytania raczej nie uzyskam odpowiedzi. Bo nie mam odwagi by uciec. Zresztą dokąd? Jak?



Próbuję otworzyć się na ludzi. Naprawdę tego chcę. Ale nie potrafię, nie wiem jak. Wciąż czuję się olewana przez ludzi, choć wiem że tak nie jest. Przeszłość nie daje o sobie zapomnieć a teraźniejszość czasem nie bywa lepsza. 
Szukam zrozumienia lecz go nie znajduję. Lista osób, którym mogę się zwierzyć. Wszyscy nieobecni. Zostałam sama. Nikt mnie nie chce.
Chcę się obudzić z uśmiechem na twarzy, ale nie takim sztucznie przyklejonym. Takim prawdziwym, szczerym. Wciąż wyczekuję dnia, kiedy będę mogła powiedzieć, że wszytko jest dobrze.




Olać realia, pieprzyć rzeczywistość, pieprzyć to, że znowu coś nie wyszło. Teoretycznie – gówno mnie to obchodzi. Praktycznie- cały czas o tym myślę.

Naprawdę muszę wziąć się za siebie. Skupić się na sobie. Olać to co nieistotne. Przebywać tylko z ludźmi, którzy są tego warci. Nie bujać w obłokach, nie wyobrażać sobie niemożliwego. Skończyłam z łudzeniem się, pora sięgnąć na półkę z napisem "realizm". Muszę popracować nad swoją psychiką bo jest w rozsypce. Nie mogę się ciągle przejmować co pomyślą i jak zareagują inni ludzie bo wiecznie będę stała w miejscu. Milcząc.
Tiki mi się nasiliły przez ostatnie kilka dni ale przynajmniej już nie wstydzę się przed ludźmi, że je mam. W szkole nie ma żadnych reakcji co mnie cieszy. Chociaż bilans szczęścia jest wciąż na minusie :/

Samotność mnie ogarnia, pochłania, tonę w niej. Tylko czy znajdzie się ktoś kto rzuci mi koło ratunkowe?





Save me
Save me
Before i drown
Save me
Save me
Before i drown
Mam doła więc słucham piosenek mających smutne i jakże prawdziwe teksty.


wtorek, 5 marca 2013

Still Invisible......

Wczoraj siedział dwa miejsca przede mną, bokiem, rozglądał się po całym pomieszczeniu. Uśmiechałam się jak głupia całą 15-minutową przerwę. I nic.
Dzisiaj siedziałam obok niego. OBOK NIEGO! Całe 5 minut.
Ale oczywiście jestem niewidzialna. Kompletnie niewidzialna.


Zachowuję się przez to dziwnie. Bo gapię się cały czas i uśmiecham(on nawet nie spogląda w moją stronę no załamka!) a jak widzę, że odchodzi to jest takie westchnienie i smutek na twarzy. Ja wiem, że to trochę dziwne, znajomi dają mi to do zrozumienia. Może nie uważają mnie za jakąś nienormalną ale uśmieszki mówią same za siebie. Nie żeby mnie wyśmiewali oczywiście.

Kurcze im to jest do śmiechu bo kogoś mają. A ja co? Gdyby jakiś facet do mnie zagadał to bym chyba nie wiedziała jak się zachować!

"Life is brutal"

Kiedy wracam do domu ogarnia mnie smutek. Wczoraj było bardzo źle. Trochę płakałam. Wiem ze to bez sensu. Płakać z powodu faceta, który nie wie że istnieje. Tiki mi się nasilają kiedy o tym myślę. Przypadkowo wbijam sobie paznokcie w skórę. Auć.



No i co ja mam zrobić? Nie odważę się zagadać. Nawet nie znam jego imienia. Szczerze mówiąc jeśli nie zauważa, że na niego patrze to sądzę, że przejdzie mi szybciej niż zwykle. Chociaż... no nie wiem.....